graj dalej

logo

Wasze prace

Anastazja ratuje świat

obrazek

Dawno temu w pewnej wiosce mieszkała sobie dziewczynka o imieniu Anastazja. Pewnego dnia niespodziewanie całe niebo zrobiło się nagle czarne. Wszystkie ptaki leciały w jedną stronę, tak szybko, jakby się spłoszyły i przed czymś uciekały. W pewnym momencie zerwał się silny wiatr, a z nieba zaczął lecieć złoty pył. Anastazja nie wiedziała co się dzieje, była zaskoczona. W jednej chwili dziewczynce ukazała się jakaś postać. Była to kobieta w masce. Rzuciła czar na cały świat i powiedziała Anastazji, że jeżeli w ciągu tygodnia nie zdobędzie złotego, magicznego jabłka, to wszyscy ludzie zamienią się w stwory, a na ziemi cały czas będzie ciemno. Zostawiła jej tylko kopertę ze wskazówkami i zniknęła, w jednej chwili niebo rozchmurzyło się, wiatr ucichł i wszystko było normalnie tak jak dziesięć minut wcześniej.
Dziewczynka zastanawiała się przez chwilę czy otworzyć kopertę, aż postanowiła to zrobić. W środku były cztery kolorowe kartki: zielona, czerwona, żółta i niebieska. Na każdej z nich były zapisane zadania oraz wskazówki jakie trzeba wykonać, aby uratować ludzkość przed zagładą. By odnaleźć magiczne jabłko, najpierw trzeba było znaleźć tęczowe pióro od zaczarowanej sowy, kwiat lotosu, który kwitnie raz na dwieście pięćdziesiąt lat, srebrny kamyk z kolorowego strumyka oraz kosmyk włosów syreny. Anastazja od razu ruszyła w podróż, by nie tracić czasu.
Na pierwszej zielonej kartce napisane było: „By świat uratować do stumilowego lasu musisz powędrować. Znajdziesz tam sowę, piórko jej wyrwiesz i z tego lasu szybko się wymkniesz”. 

Dziewczynka szła i szła była już bardzo zmęczona, zatrzymała się na noc u dwóch przemiłych skrzatów. Z samego ranka ruszyła w dalszą drogę, zostało jej jeszcze tylko sześć dni, a nie wykonała jeszcze ani jednego zadania. Po trzech godzinach dotarła na miejsce. W lesie było ciemno i cicho. Anastazję przeszły dreszcze. Ruszyła przed siebie niepewnym krokiem. Widziała dużo zwierząt i ptaków, ale nigdzie nie mogła dostrzec zaczarowanej sowy. Gdy powoli traciła nadzieję, że jej się uda, zauważyła za drzewem coś kolorowego. Powoli i ostrożnie podeszła bliżej. Tak! To był ten ptak, którego szukała. Ucieszyła się niesamowicie. Ale co to? Sowa siedziała na ziemi i nie uciekała, gdy zobaczyła Anastazję. Dziewczynka więc podeszła bliżej i bliżej, a gdy była już na tyle blisko by dokładnie przyjrzeć się sowie, zauważyła, że ma złamane skrzydło. Bez chwili zwątpienia wzięła ją ostrożnie na ręce i wyniosła z lasu, by jej pomóc. Zaniosła ją do niedaleko mieszkającej zielarki. Pani naparzyła naparu z pokrzyw i innych ziół, przemywała nim skrzydło sowy. Potem zawinęła je w bandaż. Anastazja podziękowała zielarce i odniosła ptaka na miejsce. Ku jej zdziwieniu sowa przemówiła:
– Dziękuje ci, że mi pomogłaś, jak mogę Ci się odwdzięczyć? – zapytała – Wystarczy, że pozwolisz mi wyrwać sobie jedno tęczowe pióro, to dla mnie bardzo ważne.
– Zgoda – odrzekła sowa.
Dziewczynka wyrwała piórko, podziękowała zaczarowanej sowie i ruszyła w dalszą podróż. Przeczytała wskazówkę z czerwonej kartki. Było na niej napisane: „Pora na drugie zadanie, nie będzie łatwe jego wykonanie. Kwiat lotosu zerwać trzeba, wystarczy jeden więcej nie potrzeba”. Teraz czas szukać kwiatu – pomyślała Anastazja i od razu ruszyła w miejsce, gdzie można go znaleźć. Po dwóch godzinach wędrówki była trochę zmęczona i głodna. Postanowiła zatrzymać się w pobliskim lesie i nazbierać jagód. Usiadła pod drzewem by odpocząć i zasnęła. Budząc się rano, nie wiedziała, gdzie jest. Leżała w łóżku w jakimś domku. Okazało się, że wieczorem znalazł ją krasnoludek Gapcio, który przyniósł ją do swej chatki, by się nie rozchorowała. Dziewczynka bardzo mu podziękowała, zjadła razem z nim śniadanie, a następnie ruszyła na poszukiwanie kwiatu. Miała bardzo duże szczęście, bo akurat dzisiaj kwiat miał zakwitnąć. Musiała się bardzo śpieszyć, bo gdyby go nie zdążyła zerwać, wszystko poszło by na marne. Po pewnym czasie była już na miejscu. Znajdowała się koło wodospadu. Zauważyła rozkwitnięty kwiat, ale też zobaczyła jak pewien jelonek skrada się do niego, by go zjeść. Na szczęście była szybsza od niego i zdążyła pierwsza zerwać piękny kwiat. Bardzo się ucieszyła, że jej się udało.

Teraz zostały jej jeszcze tylko dwa zadania do zrealizowania. Miała na to cztery dni. Przyszła pora na znalezienie srebrnego kamyka z kolorowego strumyka. Przeczytała następną wskazówkę tym razem z żółtej kartki. Napisane na niej było: „Teraz nadszedł czas na kamyka poszukanie, nasłuchuj dobrze, by usłyszeć żabek zielonych kumkanie”.
– Zatem czas wyruszyć, bo czasu coraz mniej, by mi się udało muszę śpieszyć się – podśpiewywała sobie Anastazja. Do kolorowego strumyka droga była jeszcze bardzo długa. Dziewczynka szła już parę godzin, mimo dużego zmęczenia nie poddawała się i kroczyła pewnym krokiem przed siebie. Gdy nastał zmrok postanowiła się przespać. Zrobiła sobie łóżko z patyków i liści, a potem od razu zasnęła. Nastał świt. Anastazja się obudziła i z myślą, że ma jeszcze tylko 3 dni na skończenie wszystkich zadań ruszyła w drogę. Po godzinie wędrówki niebo nagle zrobiło się czarne tak jak dnia, gdy dziewczynka ujrzała kobietę w masce. Tym razem też to była ona. Powiedziała, że skraca czas na wykonanie zadań i Anastazja ma czas tylko do jutra. Podarowała jej również dzwoneczek, którym ma zadzwonić, gdy znajdzie już złote jabłko. Następnie szybko zniknęła i wszystko było takie same jak przed chwilą. Teraz tym bardziej dziewczynka musiała się śpieszyć, bo zostały jej tylko dwa dni. Szła powoli, była skupiona, nasłuchiwała kumkania żab. Po chwili coś usłyszała. Podążyła w tamtą stronę i przed jej oczami ukazał się kolorowy strumyk i bardzo dużo zielonych żab. Szybko podbiegła bliżej i od razu zaczęła szukać srebrnego kamyka. Szukała przez dłuższą chwilę, aż w końcu go znalazła. Wsunęła go w swoją torbę, tam, gdzie resztę znalezionych rzeczy i sięgnęła po ostatnią niebieską kartkę, na której napisane było : „To już prawie ostatnie twe zadanie, pośpiesz się bo będzie nieciekawie. By znaleźć syrenę udaj się na koralową scenę”. Anastazja udała się nad brzeg morza. Syreny mieszkały pod wodą, a swoją koralową scenę miały na niewielkiej wysepce na samym środku morza. Dziewczynka postanowiła, że musi zbudować sobie tratwę, bo inaczej tam się nie dostanie. Nieopodal był las, więc drewna miała pod dostatkiem. Zauważyła w krzakach jakąś postać. Podeszła bliżej. Był to chłopiec.
– Cześć – powiedziała – czemu płaczesz?
– Zgubiłem się i nie wiem jak dostać się na drugi brzeg do moich rodziców, porwali mnie źli piraci, a gdy już dopłynęliśmy do tego brzegu uciekłem im i się schowałem, a teraz nie wiem gdzie jestem – wytłumaczył chłopiec.
– Pomogę Ci – rzekła Anastazja – chodź ze mną, pomożesz mi zbudować tratwę, a później pomogę Ci dostać się do domu.
– Wspaniale – ucieszył się chłopiec – Mam na imię Feliks.
– A ja Anastazja, chodź musimy się trochę pośpieszyć.
I tak o wspólnych siłach zbudowali tratwę. Nie wyruszyli jednak od razu w rejs, dlatego, że nastał już zmrok. Poszli więc spać, bo byli bardzo zmęczeni. Rankiem zjedli śniadanie, które przygotował Feliks, a potem wyruszyli. Płynęli i płynęli. Anastazja traciła nadzieję na odnalezienie koralowej sceny, a do końca miała tylko jeden dzień. W pewnej chwili na horyzoncie coś zauważyła. Podpłynęli bliżej. Tak! To koralowa scena. Było tam pełno syren.

– Feliks musisz mi pomóc, muszę zdobyć kosmyk włosów syreny, długo by opowiadać po co mi to potrzebne, ale uwierz, że to naprawdę ważne.
– Dobrze, co mam zrobić? – zapytał.
– Pomożesz mi odszukać syrenę o fioletowych włosach, tylko ona jedna ma taki kolor, to bardzo miła istota i na pewno pozwoli nam wziąć kosmyk swoich włosów, poznałam ją już wcześniej i jestem pewna, że nam nie odmówi. Zadanie nie było łatwe. Anastazja pytała już innych syren czy może obciąć im kosmyk włosów, ale żadna się nie zgodziła. Po godzinie poszukiwań udało się. Znalazła ją. Od razu obcięła kosmyk i schowała go do torby.
– Gdzie mogę znaleźć złote jabłko? – zapytała dziewczynka.
– Znajdziesz je na drugim brzegu w wiosce Jogo – rzekła syrena.
– Wiem gdzie to jest – krzyknął Feliks – ja tam mieszkam.
Anastazja podziękowała syrenie i razem z chłopcem wpłynęli na morze. Do końca zadania zostały tylko trzy godziny. Dziewczynka była zdenerwowana czy uda jej się na czas. Po dwóch godzinach rejsu byli już na miejscu. Wódz wioski podziękował Anastazji za uratowanie jego syna i w zamian dał jej mapę jak dojść do sadu, gdzie rośnie jabłoń ze złotymi jabłkami. Podziękowała mu i natychmiast ruszyła dalej. Zostało jej już tylko pół godziny. Śpieszyła się jak tylko mogła. Gdy dotarła na miejsce, od razu zerwała jabłko. Teraz wystarczyło zadzwonić dzwoneczkiem. Ale jak to? W torbie go nie było! Musiała go po drodze zgubić. Załamana zaczęła płakać i szukać dzwoneczka między drzewami. Niebo zaczynało się robić czarne. Kobieta w masce znów ukazała się Anastazji i zaczęła odliczać jej czas. Pięć … cztery… trzy… dwa… Jest! W ostatniej chwili dziewczynka znalazła dzwoneczek i nim zadzwoniła. Ciemne chmury zniknęły, pojawiła się tęcza, kobieta w masce zniknęła, a na niebie ze złotego pyłku ułożył się napis : „Droga Anastazjo udało Ci się. Uratowałaś świat.”
Dziewczynka cieszyła się, że wszystko tak się skończyło i postanowiła wrócić do domu. A tam czekała na nią niespodzianka. Informacja o tym, że Anastazja uratowała świat dotarła już do pałacu króla. Król postanowił w nagrodę dać dziewczynce połowę swojego królestwa. Królewicz oświadczył się Anastazji i żyli razem długo i szczęśliwie.