graj dalej

logo

Wasze prace

Błękit

obrazek

Dziewczyna… Z pozoru niczym się niewyróżniająca. Miranda nie jest typową nastolatką narzekającą na swój wygląd i ciało, nastolatką, która lubi chodzić po galeriach i robić zakupy, jest po prostu inna. Określając ją „inną” mam na myśli osobę skrytą, nieśmiałą, potrzebującą czasu, aby otworzyć się przed drugim człowiekiem, ale za to świetną słuchaczkę. Wypadałoby dodać, że na swój wiek - 14 lat - była bardzo dojrzałą dziewczyną.

Miranda, jak jej codzienna rutyna nakazywała, chodziła do szkoły, wracała, uczyła się i miała wolny czas dla siebie. W większości spędzała go na oglądaniu dobrych filmów, czatowaniu z przyjaciółmi i szkicowaniu rysunków. W miarę możliwości niczego jej nie brakowało, przede wszystkim miała obojga kochających ją rodziców. Brakowało jej jedynie osoby, z którą mogłaby się powygłupiać, posprzeczać, brakowało jej rodzeństwa. Na chwilę obecną jej rodzice byli już starsi, więc stanowiło to większe ryzyko dla mamy i dziecka, ponieważ mogłoby urodzić się chore. Alice i Andrew - rodzice Mirandy zawsze twierdzili, że z jednym dzieckiem jest im dobrze i nie chcą niczego zmieniać.

 

Zdziwiona Miranda wiedząc, że była sobota zaspanym głosem spytała rodziców co się stało. Po minie taty i zapłakanej mamie wiedziała, że nic dobrego.

- Kochanie… Musimy Ci coś powiedzieć - zaczął tata. Alice nie zdołałaby wykrztusić słowa przez wyraźne szlochanie.

- Mamo, czemu płaczesz? Co się stało? - Widać było zaniepokojenie Mirandy, w końcu nic dziwnego, gdy widzi się zapłakaną mamę i załamanego tatę, który na co dzień wygłupia się i zawsze stara, by uśmiech nie znikał mu z twarzy.

- Więc… Dzisiaj dostaliśmy telefon wcześnie rano, że dziadek od nas odszedł. - Po tych słowach po policzku słynęła ciepła łza.

- Nie! Nie! Dziadek Tomas? - Wybuchła płaczem.

- To nie wszystko… Razem z mamą postanowiliśmy, że wieczorem pakujemy rzeczy, a jutro przeprowadzamy się do babci. Ona nie może być sama. Nie teraz. - Próbował powiedzieć delikatnie Andrew.

Alice nadal szlochała, straciła kochanego tatę, z którym jeździła na ryby, zbierała grzyby jako dziecko. Tatę, który był najważniejszym mężczyzną w jej życiu i zawsze chciała mieć takiego męża.

- Nie. To jest tylko zły sen. Nigdy nie wyobrażałam sobie dnia, w którym on odejdzie.

Andrew tylko ją przytulił i powiedział słynne „będzie dobrze”.

 

- Cześć kochanie! Jak ja Cię dawno nie widziałam, no chyba urosłaś.- Oh tak… Jak Miranda kocha to „chyba urosłaś” swojej babci.

Wszyscy wiedzieli, że babcia, dziewczyny i mama Alice chcę sprawiać wrażenie stabilnych, choć tak naprawdę strata dziadka rozszarpywała je od środka.

Na dziesiąte urodziny, czyli cztery lata temu Miranda dostała śliczny medalik od babci, który podobno przekazuje się z pokolenia na pokolenia, ale skoro by tak było, to chyba błękitne oczko przekazałaby jej mama… Zastanawiało to Mirandę, ale jakoś nigdy nie było okazji spytać, teraz będzie mieć mnóstwo czasu na rozmowę z babcią.

Alice następnego dnia miała załatwić wszystkie sprawy z nową szkołą. Miranda miała już dość całej podróży, więc poszła wziąć szybki prysznic i położyła się do łóżka. Oglądała swój ulubiony serial, dzięki któremu na chwilę zapomniała o tej rodzinnej tragedii. Rodzice i babcia mieli w tym czasie czas na rozmowę, wiadomo na jaki temat. Miranda wychodząc do łazienki słyszała zapłakany głos babci, ale wiedziała, że rodzice jej nie zostawią w najgorszym dla niej momencie.

Pierwszy dzień w nowej szkole… nie tylko w amerykańskich filmach wygląda w ten sposób znalezienie miejsce w stołówce. Oczywiście stoliki zajęte są poprzez poszczególne grupy osób o podobnych zainteresowaniach, stylu bycia. Sportowcy, tancerki, pakerzy, skejci, geniusze, księżniczki… i ci niepotrafiący się dopasować.

- Hej! - usłyszała głos.

- Tak? - odpowiedziała rozkojarzona.

- Dalej, siadaj. Każdy był tu nowy.

- No dobrze, lepszego miejsca nie znajdę.

- Jestem Any, a to Will, miło nam.

- Miranda, mi również.

Mirandzie trudno przychodziła rozmowa z kimś obcym. Nastolatkowie zjedli razem lunch i udali się na lekcje, okazało się, że są z tej samej klasy. Nasza główna bohaterka czuła się już pewniejsza mając kogoś, kto w pewnym sensie zaopiekuje się nią. Miranda wróciła do domu, rzuciła plecak na podłogę i położyła się do łóżka. Przypomniało jej się uczucie, towarzyszące jej przy rozmowie z Any i Willem, nowi znajomi dziwnie się zachowywali, obserwowali ją i patrzyli prosto w oczy. Czuła wtedy niepokój. Z czasem przy wypełnianiu obowiązków nowej uczennicy chcącej zrobić dobre pierwsze wrażenie na nauczycielach, przestała o tym myśleć. Rozumiała, że każdy reaguje inaczej przy zapoznawaniu się z nową osobą, tak jak ona, niezbyt otwarcie. Kiedy była już późniejsza godzina Miranda poszła do pokoju babci. Babcia Teresa jak zwykle siedziała przy stoliku i robiła różne robótki ręczne, co było dla niej hobby i ucieczką od codzienności.

- Tak skarbie? - powiedziała ciepło.

- No więc… Ostatnimi czasy gryzie mnie jedna sprawa, mianowicie chodzi o medalik podobno przechodzący z pokolenia na pokolenie.- W końcu miała to z głowy.

- Nie rozumiem… - odparła z rozkojarzoną miną.

- Skoro jest przekazywany z pokolenia na pokolenie, to dlaczego nie dostałam go od mamy?

Teresa zamknęła drzwi od pokoju.

- Niedługo Twoje urodziny… Powinnaś już wiedzieć.

- Babciu… Ale co wiedzieć? O co chodzi?

- Więc… Błękitne oczko pomaga chronić Cię przed złymi mocami oraz pomaga w kontrolowaniu się podczas odkrywania własnych mocy. Tak naprawdę to jest on po mojej babci. Ja też go nosiłam. Twoi rodzice o niczym nie wiedzą.

Miranda słuchała z zafascynowaniem, no i jej nawykiem, czyli otwartą buzią.

- Ale… I co teraz? Kim ja jestem?

- Nie wiem skarbie… Nie wiem nawet kim ja jestem. Mam nadzieję, że Ty w jakiś sposób to odkryjesz i znajdziesz odpowiedź. Pamiętaj, jeśli będziesz dążyła do odpowiedzi na to pytanie zdołasz je otrzymać.

- Nie… To za dużo. Śmierć dziadka, nowa szkoła, a teraz dowiaduję się, że jestem jakimś dziwakiem. - Mówiła roztrzęsiona.

- Czyli ja jestem i moja prababcia była dziwakiem? Nie. Cieszę się z tego kim jestem, lecz o tym, że jestem inna wiedzieli jedynie Thomas i moja babcia.

Ciągnęły rozmowę do późna…

 

- Hej Any, hej Will.- Miranda się już rozkręciła, więc świetnie czuła się w towarzystwie, można powiedzieć przyjaciół.

- Hej Mirando… Widzę dziś humorek dopisuje, to super. Może skoczymy razem gdzieś?

- No jasne. Co proponujecie?

- Może zakupy? - wyrwała się Any.

- O nie… Tylko nie zakupy - odpowiedział znudzony Will.

- Will, zgadzam się. Nienawidzę chodzić po tych wszystkich sklepach i oglądać tych wszystkich rzeczy skoro i tak niczego nie kupię, a na razie odkładam na nowe kredki.- Powiedziała wesoło Miranda.

- Ja jestem za pizzą, jestem głodny jak wilk… - to chyba nie było tylko przenośnią w przypadku Willa.

- Pewnie! Zawsze można sobie spokojnie porozmawiać. Any?

- Idziemy! Po szkole? - widać, że podpasowało to koleżance.

- Ok. Napiszę do rodziców, żeby się nie martwili - Miranda była pewna, że się zgodzą.

- Też napiszę. - odrzekł uśmiechnięty od ucha do ucha Will, myślący tylko o dzisiejszym obiedzie.

- Dobrze, ja też. - Umówiliśmy się, że będę ich informować. - Chodźmy na lekcje!

- Mmm… Niebo w gębie… - najedzony Will.

- Cha, cha, cha oj tak, marzyłeś już od rana o tej pizzy - zaśmiała się Miranda.

- Mirando… Musimy Ci coś z Willem powiedzieć. To nie jest łatwe, ale wiemy, że możemy ci zaufać, prawda? - Powiedziała ze skwaszoną miną Any.

- No tak, pewnie, wiecie, że Was kocham. - Miranda starała się udawać wyluzowaną, ale szczerze po dziurki w nosie miała tego „Mirando… Więc…”

- My nie jesteśmy normalnymi ludźmi…

- No nie… To chyba też mam Wam coś do powiedzenia. No, ale dalej…

- Oh Any… Do sedna. Przecież już o tym rozmawialiśmy, więc czemu się jeszcze wahasz. Ja jestem… wilkołakiem, Any czarodziejką. - powiedział ciszej Will. Widzisz sama, w oczach innych wyglądamy jak dziwolągi, chociaż nikt nie wie tylko Ty… i nasi rodzice. Niech tak zostanie.

- Wiedziałam, że jesteście inni, przy pierwszej rozmowie to czułam. Spokojnie. Nic się nie zmieniło, nadal jesteśmy przyjaciółmi. Przecież wiecie, że możecie mi zaufać, nigdy nikomu nie powiem bez Waszej zgody, przysięgam. - powiedziała pewnie Miranda.

- No dobrze kochana. - Any przytuliła Mirandę siedzącą obok. – Ale ty też chyba chciałaś coś powiedzieć…

-Tak… Uwierzcie, że ja też nie jestem normalna, ale proszę, abyście to również utrzymali w tajemnicy. Im mniej osób wie, tym lepiej. Nie wiem kim jestem, ale wiem, że w dniu moich piętnastych urodzin będę mogła uczyć się kontrolować moje moce. Jakie moce? Sama nie wiem. Odczuwałam coś do tej pory. Szczególnie w obecności osób, z którymi łączy mnie jakaś więź, ale nigdy nie myślałam o tym pod tym kątem. - Rozgadała się Miranda.

- No nie… Naprawdę? Super! W końcu mamy kogoś z przyjaciół, kto nas zrozumie i nam pomoże. Dotychczas nie mieliśmy nikogo takiego. - Na twarzy Any pojawił się uśmiech od ucha do ucha.

To był wspaniały dzień dla Mirandy. W końcu zyskała kogoś, w kim ma oparcie, z kim może porozmawiać, kto jest w pewnym sensie podobny do niej. Tak jak obiecała przyjaciołom nie pisnęła słówka nikomu o ich dzisiejszej rozmowie.

Miranda w weekend w końcu odpoczęła. W sobotę zaprosiła do siebie Any i Willa. Rozmawiali, śmiali się, oglądali programy. Miranda nie pamięta, kiedy ostatnim razem była taka szczęśliwa, taka wesoła. Tak naprawdę średnio przejęła się porzuceniem dawnej szkoły, ponieważ tam nigdy nie miała prawdziwych przyjaciół. Nie szła za tłumem, więc bywała odrzucona. Pod wieczór, gdy paczka przyjaciół zbierała się do domu tata Mirandy zaproponował, że podwiezie Any i Willa do domów. Oczywiście jak dobre zachowanie nakazuje na początku upierali się, że przejdą się spacerkiem, że nie będą robić kłopotu, ale ulegli. Podziękowali Andrew i wysiedli z auta. W drodze powrotnej Miranda rozmawiała z tatą. Przyjaciele jego córki zrobili bardzo dobre pierwsze wrażenie na nim i na Alice. Cieszyli się, że Miranda w końcu ma prawdziwych przyjaciół. Resztę weekendu spędziła z rodziną, naszkicowała kilka rysunków, poleniuchowała, no i przyszedł czas na poranne „Wstawaj! Miranda spóźnisz się!”.

Do szkoły zawsze rano budziła ją babcia, szykowała jej śniadanie, prasowała ubrania, w końcu to była jej jedyna wnuczka i bardzo ją kochała. Miranda była bardzo znudzona w szkole, zresztą tak jak Will i Any, ziewali, kładli się na stolikach w stołówce podczas przerwy, narzekali. Przechadzając się paczką po korytarzu szkolnym uwagę głównej bohaterki przykuł Aaron. Aaron Moon jak dowiedziała się wkrótce po tym. Był to brunet w dłuższych włoskach z oszałamiającym uśmiechem, o rok starszy od Mirandy. Gimnazjum to raczej okres pierwszych zauroczeń. Aaron stał się obiektem westchnień Mirandy. Nie ona jedna była zainteresowana przystojnym chłopakiem z 3 klasy. Any twierdziła, że to na pewno szkolny łajdak. Wyznawała żelazną zasadę, że chłopcy są płytcy. Miranda natomiast nienawidziła „wrzucania ludzi do jednego worka” oraz słów wielu zranionych dziewczyn: „Wszyscy są tacy sami…”. Nie! Każdy jest inny i nikogo nie należy oceniać po okładce.

 

„Jak ja nie-na-wi-dzę matematyki!”- były to słowa Mirandy uczącej się na sprawdzian po godzinie 21:00.

To prawda… Miranda nie była orłem z matematyki, do tego zauroczyła się chłopakiem. A jak wiadomo okres ten jest znany z rozkojarzenia.

- Tak trudno zrozumieć, że zamieniając procenty… - zmęczony Andrew próbował wytłumaczyć Mirandzie na czym polega obliczanie procenta danej liczby. To był naprawdę długi wieczór.

- Miranda! Wstawaj!

Dziewczyna ocknęła się słysząc głos stojącej nad nią babci.

- Już, już wstaję!

Babcia zdziwiona, że tak szybko udało jej się wybudzić Mirandę nie mogła uwierzyć, że jej wnuczka, którą trzeba wyciągać dźwigiem z łóżka teraz wstała mając w sobie pełno werwy… To musiało być związane tylko z jednym… Chłopiec- pomyślała Teresa. Nie myliła się. Przez pierwsze dwie lekcje Miranda myślała o tym, aby zagadać do Aarona i poznać go osobiście. Uważała, że zaczepki na facebooku nie były dobrym sposobem na poznanie kogoś. Niby była nieśmiałą dziewczyną, ale jeśli jej na czymś zależało, to jej motto brzmiało: „Lepiej spróbować, a potem żałować, niż żałować, że się nie spróbowało”. To prawda…

- Cześć… Jestem Miranda.

- Cześć, Aaron. Chyba jesteś tu nowa, prawda? Nigdy wcześniej cię nie widziałem.

- Tak… Mieszkam u babci. - Mirandę zżerał stres, ale stale myślała o swojej dewizie.

- W takim razie witamy w szkole. - i znowu uśmiechał się tak słodko, że Miranda traciła głowę.

- Już zdążyłam się zadomowić. Będę już szła do przyjaciół. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. To do następnego razu.

- Oby. Może odezwiesz się przez sms-y? Byłoby bardzo miło. - Aaron czarował nadal Mirandę.

- Jasne.- powiedziała stanowczo.

Miranda było w niebiosach, kiedy Aaron podał jej swój numer. Odezwała się do niego po jego treningu - ćwiczył piłkę koszykową. Pisało się im świetnie. Obydwoje posiadali umiejętność rozmowy. Nie były to wiadomości złożone z pojedynczych wyrazów. Nasza główna bohaterka odczuwała już motylki w brzuchu. Gdy kładła się do łóżka myślała o nim często. Nawet na ulubionym serialu nie mogła się skupić.

Jej pokój na razie nie należał do przytulnych. Praktycznie to był on bezużyteczny przed jej przyjazdem, ale rodzice obiecali Mirandzie na urodziny, że go wyremontują i stopniowo będą dokupować różne meble i dodatki.

Alice i Andrew mieli pracę. Mama pracowała, jako artystka - to po niej jak wszyscy mówią Miranda miała zdolności manualne. Andrew był kierowcą. Nagle Mirandzie przypomniało się o błękitnym oczku i nierozwiązanej zagadce. Miała nadzieję, że odpowiedź przyjdzie sama. Na następny dzień w szkole wręcz promieniała, śmiała się, wygłupiała z Any i Willem. Any od razu wiedziała, że Miranda zadużyła się po uszy w Aaronie.

- Mirando… Co Ty taka ostatnio uśmiechnięta jesteś, co? - zapytała dociekliwie Any.

- A jakoś tak, humor dopisuje… - zmieszana nie wiedziała co powiedzieć.

- Jakoś tak… A mi się wydaje, że ma związek z Aaronem. Opowiadaj, w końcu jesteśmy dla Ciebie jak rodzeństwo, czyż nie? - dodał swoje dwa grosze Will.

- No oczywiście, wiecie, że Was kocham. Chyba się… zakochałam. - powiedziała zarumieniona Miranda.

O Boże… On jest cudowny. Każdy uśmiech… Spojrzenie… Nigdy nie byłam tak zakochana!- ciągle powtarzała sobie w myślach to zdanie. Aaron zaprosił dziś Mirandę na spotkanie w pubie. Ciągle wyczekiwała na 16:00. Była już wykąpana, umalowana, ubrana. Nerwowo potupywała stopą. Żeby sobie trochę skrócić ten czas i odstresować się na chwilę, poszła do rodziców i babci, którzy oglądali wspólnie telewizję.

- Kochanie, gdzie wychodzisz? - zapytała Alice.

- Y… Do pizzerii.

- Z kim? Taka wyszykowana… Kogoś poznałaś?

Zaczerwieniona Miranda powiedziała:

- Oh mamo… Jednego chłopca.

- Ooo chłopca mówisz. A co to za chłopiec?

- Mam Ci teraz mówić o nim przy wszystkich? To trochę krępujące… - powiedziała nadal zawstydzona.

- Dobrze kochanie… Kiedy indziej porozmawiamy, tylko uważaj na siebie.

- Jasne. - wymrukała.

Kiedy dotarła na umówione miejsce, Aaron już czekał. Wprawdzie wolałaby, gdyby to ona czekała na Aarona. No, ale dobrze.

- Cześć!- powiedział raźnie.

- Hej. - znów była zaczerwieniona. Jego uśmiech…

- Co tam? - przerwał jej myśl.

- No spoko, już nie mogłam się doczekać w sumie…

- Cha cha ja też Mirando. Chcesz coś może do jedzenia lub picia?

- E… Poproszę sok pomarańczowy.

- Jasne.

Miranda świetnie bawiła się w towarzystwie Aarona. Był zabawny, rozmowny. Rozmowę przerwała na krótką chwilę… Aaron wykorzystując tę sytuację pocałował Mirandę. Dziewczyna pierwszy raz się pocałowała, zupełnie nie wiedziała co robić, ale on był delikatny i nie chciał przesadzić już na pierwszym spotkaniu. Miranda już zupełnie cała była w skowronkach. Na końcu spotkania, gdy Aaron odprowadzał naszą bohaterkę, powiedział, że zakochał się w niej po uszy i zapytał czy z nim będzie. Dziewczyna bez wahania się zgodziła. Na pożegnanie on czule ją przytulił. Była taka szczęśliwa… Czuła się kochana, ważna.

 

- Any… Ja się z nim całowałam…- powiedziała Miranda.

Willa zabrakło w szkole z powodu grypy.

- Co…? Żartujesz prawda… ?

- No wiesz, kurde, masz rację, żartuję. - odpowiedziała poirytowana Miranda.

- No dobrze, kochana spokojnie. I co jesteście razem?

- Tak. - znowu na jej twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha.

- To gratulacje. Wytrwałości, szczęścia, miłości jak najwięcej.

- Dziękuję kochanie… Mama już wie, no i reszta rodzinki pewnie już też.

„Dzisiaj zabieram Cię w pewne miejsce. Będę po Ciebie o 14:00. Kocham Cię, Aaron.” - sms od Aarona. Miranda była taka ciekawa o jakie miejsce chodzi. Gdy chłopak przyszedł pod jej dom, spotkał się z Andrew. Tata nie miał nic przeciwko temu, aby jego córka miała kogoś takiego kto ją przytuli, ochroni, wesprze inaczej niż on czy mama. Miranda z Aaronem trzymając się za ręce dotarli do polany, usypanej kwiatkami. Szum płynącego małego wodospadu powodował, że klimat był uspokajający. Miejsce było piękne. Miranda siedziała na kolanach chłopaka, a on głaskał ją po policzku. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Następnego dnia Miranda opowiedziała wszystko swojej przyjaciółce. Any nie była znudzona tym, o czym rozmawiały, wręcz przeciwnie. Cieszyła się, że Miranda dzieli się z nią tak ważnymi chwilami w jej życiu. Dokładnie za trzy dni miały odbywać się piętnaste urodziny Mirandy, a ona nadal nie odkryła rodzinnej zagadki. Nazajutrz, po kolejnym wspaniałym dniu z Aaronem, Miranda z Any poszły do Willa podać mu lekcje. Przyjaciel czuł się już coraz lepiej i na szczęście mógł wyjść z dziewczynami na spotkanie z okazji urodzin Mirandy. Paczka przyjaciół miała wybrać się do kina na horror. Aaron szykował coś specjalnego dla dziewczyny.

„Happy Birthday to you…” To pierwsze, co usłyszała po przebudzeniu się. Mama z tatą i babcia przyszli z tortem i świeczkami oraz prezentem - upragnionym przez Mirandę kompletem kredek. Dziewczyna ucałowała i uściskała wszystkich. W szkole również otrzymała życzenia od Any, Willa, Aarona i paru innych osób. Od razu po szkole paczka przyjaciół wybrała się do kina. Po seansie Any i Will z Mirandą poszli do niej, babcia przygotowała smakołyki, a potem mama Any przyjechała po nich.

Następnego dnia zgodnie z obietnicą Aaron miał zabrać Mirandę w miejsce niespodzianki. Kiedy dotarli na miejsce, dziewczyna zorientowała się, że są w ich ulubionym miejscu. Jednak tym razem na polanie wśród kolorowego dywanu usłanego z trawy i kwiatów był rozłożony koc, a na nim kosz piknikowy. Było pięknie. Tego Miranda się nie spodziewała. Znowu położyła się w ramionach Aarona. Przysuwając się do niego poczuła coś w jego kieszeni.

- Kochanie, co to?

- Już Ci pokazuję, to medalik. - odpowiedział Aaron.

- Chwileczkę… Mam identyczny.

Miranda wyciągnęła go spod koszuli.

- To nie możliwe… Przecież… A no tak, ja Ci czegoś nie powiedziałem. Jestem elfem, ale nie takim jak w bajkach. Umiem na przykład wyczuć, co czuje osoba w danej sytuacji, oczywiście ta, z którą łączy mnie jakaś głębsza więź, ale w takim razie Ty też jesteś elfem…

- Co? Jak to? Dostałam go od babci… Ona mi mówiła, że ja nie jestem jak inne nastolatki, że ten medalik przekazuje się osobom z naszej rodziny obdarzonym jakimiś mocami.

- Moja babcia zawsze powtarzała mi, że ten medalik jest po to, aby chronić nas przed złymi mocami i pomóc nam kontrolować swoje nowe moce. Mówiła też, że jest to symbol grupy istot nadnaturalnych, elfów…

- Czy to znaczy, że jestem elfem? Faktycznie umiem, na przykład wyczuć, co czuje dana osoba, z którą łączy mnie jakaś więź… Babcia mówiła, że resztę będę dopiero odkrywać.

- To chyba wyraźnie oznacza, że jesteś taka ja.

Miranda nie mogła nadal w to uwierzyć. Gdy opowiedziała wszystko babci, uzgodniła, że rodzice mają o tym wiedzieć. W końcu obie dostały odpowiedź na rodzinną zagadkę. W tę samą noc, w którą dowiedziała się czym jest, widziała ducha dziadka, który jedynie powiedział jej, że ją kocha, i że Aaron to jest ten jedyny.

Miranda pomimo, że znalazła swoją drugą połowę, nie zapomniała o przyjaciołach i rodzinie. To jest właśnie ta niezwykła historia, w której koniec czegoś był początkiem fantastycznej przygody.