Maciek już w piątek miał obchodzić swoje dziewiąte urodziny. Bardzo się cieszył, bo urodziny były zawsze najmilszym dniem w ciągu roku.
Na małym przyjęciu w jego pokoju spotykała się cała najbliższa rodzina. Wszyscy bili brawo, gdy pierwszym dmuchnięciem udawało mu się zgasić wszystkie świeczki na torcie. Po podwieczorku rodzina dzieliła się na drużyny i grali w kalambury. Ta gra polega na odgadywaniu, kogo lub co udaje zawodnik. Gdy Maciek położył się na brzuchu i wypiął język, wszyscy razem zawołali: „Wąż!”. Zawodnikom nie sprawiło też kłopotu odgadnięcie, że Maciek biegający po pokoju z szeroko rozstawionymi rękami udaje samolot. Chłopiec zdobył najwięcej punktów dla swojej drużyny!
Gdy nadszedł piątek, Maciek i jego rodzice byli przygotowani do przyjmowania gości. Kolejno do drzwi pukali: dziadkowe, ciocia Agnieszka z narzeczonym i brat taty, czyli stryjek Jacek. Jak zwykle wielkie brawa towarzyszyły dmuchaniu świeczek. Maciej nie powiedział nikomu tego głośno, ale jego tegoroczne życzenie brzmiało: „Chciałbym być sławny”. Chłopiec już od dawna marzył o tym, by być gwiazdą. Chciał rozdawać autografy, czyli swoje podpisy. Marzył o tym, by na okładkach gazet pojawiało się jego zdjęcie. Niestety do tej pory zupełnie nie miał pomysłu, jak można stać się sławnym…
- Synku, zacznijmy grę w kalambury! – mama już przygotowała konkursowe hasła na karteczkach i podzieliła rodzinę na drużyny. Każdemu zależało, by Maciek był właśnie w jego grupie.
To były bardzo udane urodziny. Zabawa była świetna! Lew, żółw, czajnik, traktor – żadne hasło nie sprawiło Maćkowi kłopotu. Zdobywał punkty, ponieważ odważnie wcielał się w rolę i nie bał się występować przed rodziną. Oklaski sprawiały mu wielką radość. Pomyślał: „Chyba rzeczywiście w przyszłości stanę się sławny”.
Jak myślisz – kim zostanie Maciej, gdy będzie dorosły?
