Spisana przez znaną i szanowaną wielce bajkoopowiadaczkę z Dalekiej Krainy
Dawno, bardzo dawno temu, za 7 wysokimi górami, za 7 głębokimi rzekami i za 7 gęstymi lasami, czyli jednym słowem bardzo, ale to bardzo daleko stąd, bo w dalekiej krainie mlekiem i miodem płynącej żył sobie smok, który siał spustoszenie w okolicznych dobrach i majątkach królewskich. Król nakazał niezwłocznie jego szybkie zgładzenie, a temu kto tego dokona obiecał, w ramach nagrody, pół królestwa i rękę królewny Wandy, skądinąd słynącej z niezwykłej urody. A jako, że oferta była niezwykle kuszącą wielu kandydatów spośród książąt i rycerzy próbowało pokonać straszną bestie. Ale żaden nie był w stanie tego dokonać. I wtedy zgłosił się nikomu szerzej nieznany Szewczyk Dratewka.
- Królu, ja zgładzę smoka – oświadczył dumnie młody chłopak.
- Jeżeli tego dokonasz nagroda Cię nie minie – stwierdził zadowolony z takiego obrotu sprawy władca.
Dratewka zakupił niezwłocznie skórę barana, smołę, siarkę i przystąpił do okrutnego dzieła. Tak przygotowane danie podrzucił rankiem pod jaskinię smoka. Ten, kiedy się tylko przebudził, rzucił się wygłodniały na barana i jednym kłapnięciem swej wielkiej paszczy go połknął. I wtedy smoka tknęło dziwne przeczucie.
- Zaraz, zaraz – pomyślał głośno potwór – coś mi tutaj nie pasuje. Przecież nikt, nigdy mi jeszcze niczego nie dał za darmo.
I straszne przeczucie ogarnęło bestię.
- To zamach na moje życie – pomyślał śmiertelnie przerażony.
Rzucił się natychmiast do rzeki i pamiętając zasadę: pamiętaj chemiku młody wlewaj zawsze kwas do wody wypluł barana razem z trucizną w nim zawartą.
A ponieważ postanowił dojść prawdy i ustalić kto, kiedy i dlaczego chciał go zabić zgłosił sprawę do krakowskiej prokuratury. Ta niezwłocznie przekazała sprawę królewskiej policji. Miejscowy policjant uznał sprawę za poważną. To była jego pierwsza sprawa z podejrzeniem o zabójstwo. Z wawelskiego monitoringu szybko ustalił osobę, która we wczesnych godzinach porannych podrzuciła pod jaskinię smokowi zatrutego barana. Aresztowano więc niezwłocznie Szewczyka Dratewkę i postawiono przed sądem. Smok wynajął adwokata i niecierpliwie oczekiwał dnia rozprawy. A tymczasem prokurator przygotowywał się nieustannie do procesu. Proces zgromadził tłumy mieszkańców. Rozprawę rozpoczął sędzia, który przeczytał akt oskarżenia wobec aresztowanego Dratewki. Swoje 3 grosze dołożył także smok.
- Wysoki Sądzie – rozpoczęła bestia – ten oto Szewczyk złamał wiele moich praw obywatelskich. Naruszył moje prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Podkreślam do naturalnej śmierci – dokończył. Idąc dalej Szewczyk naruszył moje prawo do wolności od tortur i eksperymentów medycznych, gdyż nafaszerował barana różnymi chemikaliami czym naraził mnie na utratę mojego zdrowia. Ponadto dodać do tego należy – powiedział oburzony smok – ograniczenie przez szewczyka mojego prawa do prywatności, a także prawo do własności, gdyż ten wszedł nielegalnie i bez mojej zgody na teren mojej własności prywatnej jaką jest moja jaskinia pod Wawelem.
W miarę jak smok przemawiał szmer zdziwienia i zaskoczenia rozchodził się na sali rozpraw krakowskiego sądu. A smok dalej kontynuował swój wywód:
- Ten szewczyk jest tylko jednak biernym wykonawcą poleceń innego człowieka, który zlecił mu zabicie mnie i pozbawienie mnie mojego życia.
W chwili, gdy smok wypowiedział to zdanie na sali zapanowała niczym niezmącona cisza. A słowa smoka docierały do każdego.
- Nikczemnikiem, który dążył cały czas do zgładzenia mnie jest…- i tutaj smok zawiesił głos – jest sam książę Krak.
Sala rozpraw w jednej chwili eksplodowała. Jedni byli oburzeni, inni zaskoczeni, ale jeszcze inni nagle zdali sobie sprawę z tego, że smok może mieć rację. Wszak mówiło się, że Krak ma mocną rękę i twardo rządzi krajem bez konsultacji z Radą Królewską, która była tylko dodatkiem dekoracyjnym do jego królewskiego majestatu. Jeszcze inni pamiętali, że władca nie toleruje działalności innych partii politycznych oprócz KRAK czyli Królewskiego Ruchu Aktywnych Krakowian.
A smok niezrażony kontynuował:
- Oskarżam – krzyknął smok – księcia Kraka o sprawowanie dyktatury. Ten krwawy dyktator wszedł w sojusz z innym okrutnikiem, bo z samym księciem Polan czyli z Popielem. A ten jak wszystkim wiadomo otruł swoich przeciwników politycznych, krwawo zlikwidował opozycję. O to kim jest Krak. Jest dyktatorem! Nie w smak mu jest rosnąca popularność SMOK-a czyli Stowarzyszenia Młodych Opozycjonistów Krakowskich, którego ja jestem aktywnym liderem. Zlecone przez dyktatora Kraka zabójstwo na mnie jest politycznym atakiem na mnie. To zbrodnia z premedytacją.
W swoich dalszych wypowiedziach smok przedstawił łamanie kolejnych praw człowieka w Krakostanie. Słuchającym go na sali rozpraw mieszkańcom krakowskiego grodu przedstawił on ograniczanie przez Kraka wolności politycznej, a mianowicie prawa obywateli do zrzeszania się, do tworzenia partii politycznych, prawa do organizowania pokojowych zgromadzeń. Wielu wówczas mieszczan grodu nad Wisłą przypomniało sobie jak to Krak zabronił tworzenia wolnych związków zawodowych zrzeszających kupców handlujących w Sukiennicach. Nie był to jednak koniec oskarżeń wysuwanych przez smoka pod adresem władcy.
- Czy normalnym jest, aby w naszym państwie wychodziła tylko 1 gazeta – Głos Krakostanu? Czy to nie jest ograniczanie wolności słowa, prawa do swobodnego i niczym nieskrępowanego wyrażania własnego zdania i własnej opinii? – zapytywał się zebranych smok.
Jednak tym co wzburzyło najbardziej mieszkańców Krakowa były słowa smoka odnoszące się do łamania przez władcę praw obywateli do pracy. Smok omówił sprawę praw pracowniczych w Nowej Hucie przy jednoczesnym zaakcentowaniu prawa człowieka do życia w czystym środowisku i prawa do zdrowia. Na poparcie swoich wywodów smok pokazał wszystkim wyniki pomiarów wysokiego zanieczyszczenia powietrza spowodowanego przez Nową Hutę i zanieczyszczeń Wisły.
- A oto i nasz słynny wróg, którym straszył nas Krak przez wiele lat – powiedział smok – Nad naszym miastem zawsze unosi się chmura brudnego dymu, która nazywa się SMOG.
I tuta smok przeliterował wolno raz jeszcze cały wyraz:
- S – M – O – G – podkreśliła bestia z naciskiem ostatnią literę i dalej kontynuowała – Tak, moi drodzy krakowianie. Przez ten cały czas ten oto władca Krak wmawiał Wam, że ja smok byłem Waszym rzekomym wrogiem. Ale prawda dzisiaj wyszła na jaw. Bo chodziło o SMOG – powiedział wawelski stwór.
Smok tymczasem sięgnął do następnej kartki ze swoich notatek ułożonych równiutko na stole i przemówił:
- Czy pamiętacie, że lat kilka temu chciałem skorzystać z prawa obywatelskiego do przeprowadzenia referendum? Moje ugrupowanie polityczne – SMOK – żądało, aby w Krakostanie zorganizować referendum dotyczące budowy Nowej Huty! I co wówczas zrobił tenże Krak. A jakże, jakże z ochotą zgodził się na referendum, ale sfałszował wyniki tego głosowania, podając, że 96% mieszkańców grodu pragnie lokalizacji tego zakładu nad Wisłą. Oto jak w naszym państwie wygląda fasadowa demokracja bezpośrednia, oto jak łamie się prawo obywateli do głosowania w wyborach politycznych.
Smok pokazał sędziemu i zebranym na sali dane statystyczne, z których jasno i dobitnie wynikało, że projekt budowy przemysłu ciężkiego nad Wisłą popierało zaledwie 4% krakowian. I tutaj na sali rozpraw rozległy się brawa dla naszego bohatera. Brawa i oklaski, które nie w smak były siedzącemu na tronie władcy. Bo oto jego polityka dezinformacji w społeczeństwie i przeinaczania faktów legła teraz gruzach. Jednak młodzieży najbardziej spodobały się słowa bestii oskarżające Kraka o ograniczanie ich prawa do nauki na miejscowej Akademii Krakowskiej oraz łamania przez niego prawa do korzystania z dóbr kultury. Pozostałym krakowianom w pamięci zapadły słowa smoka o zakazie pracy niewolniczej, o prawie do godnej płacy i pracy.
- Bo czymże jest WAWEL Spółka Akcyjna? – powiedział smok, gdy odniósł się do łamania praw obywatela w zakresie pracy.
- Firma WAWEL, której głównym akcjonariuszem jest sam Krak łamie prawa pracowników poprzez zaniżanie wynagrodzeń swoich pracowników, zwłaszcza kobiet i stosowany wobec nich mobbing przy jednoczesnym odrzucaniu przez Kraka postulatów pracowniczych wprowadzenia płatnych urlopów pracowniczych.
Każde słowo smoka odbijało się głośnym echem po sali jako, że miał on donośny głos.
- Uważam – powiedział smok – że należy w zaistniałej sytuacji skorzystać z powszechnie akceptowanego w państwach cywilizowanych i społeczeństwach europejskich prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Apeluję jednocześnie do Wysokiego Sądu o natychmiastową detronizację Kraka i przekazanie natychmiastowe władzy państwowej Jego córce Wandzie, którą wzywam na świadka.
I tak na salę weszła młoda i jakże piękna królewna Wanda. A to co powiedziała było kolejnym szokiem dla słuchających ją krakowian. Z przedstawionego przez nią dramatycznego opisu sytuacji i działań Kraka wyłaniał się obraz okrutnego człowieka, który w domu stosował przemoc domową wobec najbliższych. Jej opowieść o tyranie jakim okazał się jej ojciec wycisnęła łzy w oczach wielu mieszkańców nadwiślańskiego grodu.
- To co mówi smok – powiedziała z płaczem – jest prawdą. Sama słyszałam jak mój ojciec zlecił Dratewce zabicie smoka za wszelką cenę, przedstawiając to niewinne stworzenie w czarnych barwach.
A ponieważ wzruszenie odbierało jej mowę dalszą część wywodu kontynuował smok, który stwierdził, że na przestrzeni lat książę Krak wielokrotnie dyskryminował go ze względu na jego zielony kolor skóry. Tym samym okazało się, że Krak jest także rasistą.
Ażeby jeszcze ukazać dyktatorski charakter władzy księcia Smok odniósł się także do ograniczania wolności sumienia i wyznania w Krakostanie.
- Wszyscy zapewne pamiętacie 2 ubogich głosicieli nowej religii z Carogrodu – rozpoczął swój wywód smok.
– Jakże to im było na imię – zadumała się bestia.
- Jeden to Cyryl a drugi Metody. A co zrobił z nimi zły nasz władca? Poszczuł ich psami i wyrzucił z państwa pod pretekstem, że nie posiadali wizy wjazdowej. A przecież złożyli u niego także wniosek o nadanie im prawa do pobytu tymczasowego. I gdzie tutaj jest wolność religijna? Gdzie równość wobec prawa ja się pytam? I na dodatek pobito tych 2 nieszczęśników, a więc tym samym pogwałcono ich prawo do nietykalności osobistej i wolności osobistej.
I smok zaczął przedstawiać kolejne argumenty oskarżające złego władcę. Omówił jak to wtrącono Cyryla i Metodego do więzienia na kilka dni bez wcześniejszego osądzenia ich sprawy i tam torturowano, a co stanowiło jego zdaniem złamanie prawa do sprawiedliwego procesu przy wyraźnym złamaniu prawa do wolności od tortur.
Z każdym wypowiadanym słowem i zdaniem książę Krak siedzący na sali robił się na przemian blady i czerwony. Czuł jednocześnie, że rozpiera go wściekłość na tego smoka, który tak jawnie podaje tajne informacje dostępne tylko nielicznym w jego państwie. I to informacje zebrane przez jego tajną policję, która inwigilowała obywateli Krakostanu, łamiąc jawnie ich prawo do prywatności. Do głowy władcy nie przyszło jednak, że ograniczał tym samym prawo obywateli do dostępu do informacji oraz uniemożliwiał wielokrotnie poddanym złożenie skargi na funkcjonowanie instytucji państwowych. Nie rozumiał też nasz władca, że jego państwo jest tylko z nazwy demokratycznym. Z zadumy wyrwały władcę kolejne słowa smoka wawelskiego.
- A na co idą nasze publiczne pieniądze, które pochodzą z naszych podatków? – dopytywał się smok. Podatki idą na militaryzację państwa, zwiększanie ilości wojska i podboje, na ciągłe krwawe walki z sąsiadami – z Rusią, Czechami i plemionami Mazowszan, Ślężan oraz Lędzian. A wszak te wojny to nic innego jak tylko złamanie prawa obywateli do życia w pokoju, w świecie bez wojen. A wszak inne narody mają prawo do samostanowienia! Nikt nie może łamać praw zbiorowych wielkich społeczności – grzmiał smok na sali sądowej.
Rozprawa toczyła się jeszcze kilka dni, a na rynku krakowskim każdego dnia zbierały się tysiące ludzi popierających działania smoka wawelskiego. Młodzi ludzie trzymali transparenty z wielkimi napisami: Precz z dyKRAKturą! Precz z demoKRAKcją! I nie pomagały brutalne akcje tajnej policji, zwanej KRUK (Królewski Rejestr Urzędów Krakowskich), która próbowała zastraszyć manifestantów okrutnymi i surowymi represjami. Powiew wolności jaki zawitał w Krakostanie docierał do wszystkich dzielnic Krakowa. Smok stał się bohaterem tym większym, że jako pierwszy odważył się powiedzieć o Kraku całą prawdę, którą znali wszyscy, ale bali się ją ujawnić ze strachu przed gniewem dyktatora.
Akcje protestacyjne trwały jeszcze kilka dni, podobnie jak i rozprawa, a jej zakończeniem był wyrok sądu, na mocy którego Kraka prawomocnym wyrokiem pozbawiono tronu, przekazując go jednocześnie Wandzie. A Dratewkę skazano na 10 lat prac publicznych przy budowie wałów nad Wisłą wokół Krakowa. I słuch by o nim wszelaki zaginął, gdyby nie fakt, że kilka lat później to on odnalazł w rzece ciało królewny Wandy... Jeszcze inni widywali go wówczas w otoczeniu wysłanników niemieckiego władcy Rydygiera, któremu marzyła się ręka księżniczki Wandy. A ile w tym prawdy, a ile bajki to tylko sam Dratewka jeden wie. Ale to już inna zupełnie bajka…
