graj dalej

logo

Wasze prace

Hubuś na spacerze

obrazek

W niewielkim lasku, niedaleko miasta żyły maleńkie stworzenia. Las wydawał się im tak ogromny i nieskończenie wielki, jak morze. Z tą różnicą, że to morze było zielone, pełne drzew, krzaczków, trawy, a nawet mchu, o czym w dalszej części tej czytanki jeszcze Wam opowiemy.

Na jednym z drzew od lat mieszka sobie Hubuś. Jego domek to biała hubka, w której Hubuś ma swoje łóżeczko z białą kołderką i poduszeczką. Ma tam też swój stoliczek i krzesełko. Fotel, w którym lubi siadać żeby obejrzeć bajkę w leśnym telewizorze, a nawet stojącą obok fotela lampkę.

Hubuś od zawsze miał dużo fajnych rzeczy. Kiedyś, na jednym z regałów, na półce stały małe żołnierzyki w błyszczących hełmach. Niestety szybko mu się znudziły i przestał się nimi bawić, a wtedy czerwone mundury pokrył kurz. Potem w prezencie otrzymał elektryczną kolejkę. Ach, ileż to było radości na wstępie! Kręte tory miał rozłożone w pokoju na podłodze, jednak, kiedy dostał piłkę, to zaczął potykać się o lokomotywę. Srebrne koła pociągów, wszystkie wagony, stacje i semafory wróciły więc do kartonowych pudełek. Z mnóstwa kolorowych klocków wyjmowanych wprost z wiaderek można było budować wysokie wieże i rycerskie mury obronne, ale i tym nasz Hubuś nie był długo zainteresowany.
Zupełnie tak, jakby nie umiał cieszyć się tym co ma. Ale też z nikim, tym co ma, nie chciał się dzielić.

O tym wszystkim wiedziała sroka, która czasem zaglądała przez okienka hubki Hubusia sprawdzając zaciekawiona, co tym razem tak pięknie się u niego świeci.

Pewnego dnia Hubuś zdecydował się wyjść na spacer.
- Tyle pięknych kolorów wokoło, przejdę się trochę. – Powiedział Hubuś nakładając na siebie kurteczkę.

Była jesień i rzeczywiście las wyglądał o tej porze roku przepięknie. Hubuś spacerował ścieżką ostrożnie omijając liście, które co prawda szeleściły pięknie, jak opuszczone muszle morskie, ale były od niego większe. Hubuś wiele razy słyszał, że powinien być ostrożny. Doskonale wiedział, że liście poruszone nagłym powiewem wiatru mogły nawet zepchnąć go z drogi.

Idąc tak przed siebie zauważył nieopodal pana Mechowatego, który był już staruszkiem, ale wcale mu się nie ukłonił. A pan Mechowaty nie był już taki soczyście zielony, jak za młodu, a jego długa broda z mchu plątała mu się między nogami często plącząc mu nogi.

- Witaj Hubusiu! – powiedział przyjaźnie starszy pan i pomachał w jego kierunku ręką.
- Dzień dobry – odpowiedział niechętnie Hubuś od razu się przy tym naburmuszając.
- Co słychać Hubusiu? Masz już kolegów i koleżanki, czy dalej bawisz się sam? - pytał staruszek jednocześnie przysiadając na kamieniu, by dać odpoczynek zmęczonym nogom.
- Mówiłem ci, panie starszy Mechowaty już tyle razy, że zabawki, które dostaję są tylko dla mnie. Są moje, tylko moje! Czy ty tego nie rozumiesz?! - Zaczął ze złością wykrzykiwać Hubuś, aż biały zrobił się na buzi.
- Oj, dziecko... - powiedział tylko smutno dziadek – źle postępujesz...

Źle, źle! Akurat, co on tam wie, dalej złościł się Hubuś. Jakbym dał się pobawić innym swoimi zabawkami na pewno by mi je popsuli. Nigdy przecież takich nie mieli i nie wiedzą nawet jak się z nimi obchodzić. Z pewnością pogubiliby mi klocki, a pan Mechowaty chyba właśnie tego chce skoro stale namawia mnie do wspólnej zabawy. Wolę już nie bawić się z nikim niż ryzykować, że moja kolejka zacznie jeździć do tyłu! - Tak złoszcząc się i rozmyślając szedł głębiej w las.

Zdenerwowany nie zauważył nawet, że nadciągnęły ciemniejsze chmury, a korony drzew zaczęły się mocniej przechylać to w prawo to w lewo. Kiedy usłyszał pierwsze ciężkie krople deszczu przeraził się nie na żarty. Nie wiedział gdzie jest. Tak zajęty był złoszczeniem się na pana Mechowatego, że nie zauważył nawet, w którym poszedł kierunku. Teraz, kiedy pociemniało cała okolica wyglądała tak samo. Wszędzie tylko kolorowe liście w różnych rozmiarach, gałązki i pnie wysokich drzew.
Wraz z nagłym podmuchem wiatru Hubuś przestraszył się tak bardzo, że nie myśląc długo czmychnął pod jeden z ogromnych liści. Liść ten miał zawinięte pod spód ranty i wydawał się tworzyć nad jego głową solidny dach.

Uff! - Ledwo Hubuś mógł odsapnąć, kiedy z nieba spadł deszcz wielkich i ciężkich kropel wody. Te krople deszczu kapały z każdej strony „pac!”, „pac!”, „pac! pac!” - niosło się echem po ziemi. Przerażony Hubuś schował głowę w ramiona i rączkami zatkał sobie uszy. Sam dokładnie nie wiedział, jak długo siedział tak skulony w kucki, ale rozbolały go już nóżki.
Kiedy wstał, żeby rozprostować plecy uśmiechnął się, bo przestało już padać. Ten deszcz był jedynie przelotny. Od razu poczuł się pewniej. Postanowił ponownie wyjść na ścieżkę i odszukać drogę do swojej hubki.
- Wystarczy mi już na dziś przygód – powiedział dumnie otrzepując swoje ubranko.
Chciał odepchnąć liść znad swojej głowy, i wyjść na ścieżkę, ale okazało się, że liść namókł wodą i wilgotny zrobił się teraz bardzo ciężki. Tak ciężki, że nie dawał się odsunąć nawet na milimetr.
Co teraz? - pomyślał Hubuś, - Jestem tutaj uwięziony, zaraz zrobi się ciemno i zimno - i.. rozpłakał się przerażony.

Nagle usłyszał tąpnięcie. Wielkie „tup” na drodze. Co to? - zaczął się zastanawiać ocierając łzy, a wtedy usłyszał kolejne „tup” i jeszcze jedno i jeszcze..
- Halo, tu jestem! - Hubuś przytomnie podniósł głos. – Uważaj, nie nadepnij mnie, bo jestem pod liściem! - Zaczął krzyczeć słysząc zbliżające się odgłosy kroków. - Tutaj, tutaj, bądź ostrożny, ty który tam idziesz! - Krzyczał najgłośniej jak umiał.
Nagle wielka ręka podniosła delikatnie listek jak papierek albo kapelusik i oczom Hubusia ukazały się wielkie gały.
- Aaaaaaaaaa! - Krzyczał jak obdzierany ze skóry.
- Taki maleńki, a tak się drze. – Usłyszał nagle.
Przestał krzyczeć i zamiast tego zaczął się przyglądać temu, co z równie wielką uwagą przyglądał się teraz jemu.
- Właśnie się nachyliłem żeby zawiązać but, bo w moich trampkach ciągle rozwiązują się sznurówki. No więc nachylam się i słyszę, a ty krzyczysz w niebo głosy. Kim jesteś?
- Jestem Hubuś! Z hubki domku, a Ty!?
- Ja jestem Czarny Wojtuś. Mieszkam na osiedlu Czerwonej Jarzębiny.
- Chyba.. Wielki Wojtuś – prychnął Hubuś.
- Masz rację, przy tobie rzeczywiście jestem wielki – uśmiechnął się Wojtuś.- A co ty tu właściwie robisz?
- E, to długa historia, – uciął krótko Hubuś nie chcąc opowiadać nieznajomemu chłopcu, o tym w jakie wpakował się tarapaty - a ty?
- Ja szukam piłki. Tam dalej jest boisko, więc przychodzimy tu grać z chłopakami, ale mamy dziurę w ogrodzeniu i raz na jakiś czas piłka nam przez nią ucieka. – Opowiadał Wojtuś żywo gestykulując i pokazując, jak to czasami z tą niesforną piłką bywa.
- Grasz z innymi w piłkę? - Hubuś otworzył oczy ze zdziwienia – I nie boisz się, że ci ją zniszczą?
- No co ty! - Szczerze roześmiał się zaskoczony takim pytaniem chłopiec. Zaczął opowiadać Hubusiowi o zasadach gry i o tym, że w piłce nożnej zawsze muszą być dwie drużyny i że każdy w piłkę kopie. Po to właśnie ma się kolegów, żeby można było razem cieszyć się z wygranej albo klepać pocieszająco po ramieniu na wypadek porażki. Na tym polega przecież ta gra, a wygrywa ta drużyna, która więcej piłek wkopie do bramki przeciwnika. - Wreszcie zakończył zadowolony z siebie Wojtuś.
Przez chwilę przyglądał się zamyślonemu Hubusiowi, aż w końcu zapytał:
- Ty nie masz piłki, o to chodzi? - Wojtuś zmierzwił grzywkę zakłopotany. – Nic się nie martw, coś wymyślimy z chłopakami.
- Z jakimi znowu chłopakami?! – zapytał Hubuś zaskoczony.
- No jak to? - Odpowiedział Wojtuś. – Z moimi kolegami. To ci, z którymi się bawię na co dzień, a czasem, tak jak dziś, gramy razem w piłkę. Razem na pewno coś wymyślimy.
- Czekaj, czekaj, – Hubuś wyciągnął przed siebie rączkę. – chcesz powiedzieć, że bawicie się razem zabawkami?
- No jasne! - wykrzyknął Wojtuś – A jak inaczej? Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy bawisz się z innymi. Nie wiesz? - Nagle Wojtuś zmarszczył brwi i rozejrzał się w około. - A właściwie to dlaczego jesteś tutaj sam? Gdzie są Twoi koledzy i koleżanki? I dlaczego schowałeś się pod tym liściem?

Hubuś westchnął ciężko, zgarbił się nieco, a po chwili zebrał się w sobie i opowiedział, co mu się przytrafiło. Nie wspomniał, co prawda o dotychczasowych radach i wielokrotnych uwagach starego pana Mechowatego, ale Wojtuś i tak od razu się zorientował, że nikt Hubusia nie miał nawet zamiaru szukać. Pokręcił głową w zamyśleniu i chcąc dać Hubusiowi ostatnią szansę powiedział – rozumiem, że tam skąd pochodzisz nie ma fajnych zabawek. – Rzekł wyrozumiale.
Hubuś podniósł głowę i przyjrzał mu się równie uważnie. Po chwili wsparł dłonie w pasie, wyprostował się i powiedział:
- A wiesz, coś mi się zdaje, że znam miejsce pełne fajnych zabawek.
Obaj przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, aż na ich twarzach pojawił się uśmiech.

- Wojtuś, Wojtuś gdzie jesteś? - Dobiegły ich głosy od strony boiska. - Wracaj, znaleźliśmy już piłkę.
- Już idę! - Odkrzyknął kolegom, żeby się o niego nie martwili.

Wojtuś na powrót ukucnął i przychylił się do Hubusia
- Czy mogę coś jeszcze dla Ciebie zrobić, mój nowy kolego? - Uśmiechnął się puszczając do niego przyjaźnie oko.
- Już bardzo dużo dla mnie zrobiłeś. Jeszcze raz ci za to dziękuję.
- Ależ to drobiazg – powiedział Wojtuś. - Cieszę się, że cię poznałem.
Wojtuś położył przed Hubusiem swoją ogromną dłoń, a Hubuś radośnie na nią wskoczył mówiąc:
- Ja cieszę się bardziej! – Odparł Hubuś szczerząc w uśmiechu zęby.
Wojtuś również się uśmiechnął po czym zapytał: Czy mieszkasz w hubce, na tym drzewku obok kałuży? Widziałem tu białą hubkę niedaleko.
Hubuś otworzył ze zdziwienia oczy i krzyknął:
- O rany, Wojtusiu, nie jestem pewien, co to jest kałuża, ale moje drzewko stoi nad wodą. Z okienka w hubce mam piękny widok. Moja hubka na daszku ma cętki... – Nie mógł przestać mówić Hubuś, który bardzo w tej chwili zatęsknił do domu.
- Dobrze, już dobrze. – Powiedział Wojtuś delikatnie stawiając Hubusia pod pniem drzewka, na którym tamten mieszkał. - Może się kiedyś jeszcze zobaczymy, a wtedy chętnie poznam Twoich kolegów. – Powiedział na odchodne Wojtuś machając na pożegnanie do Hubusia ręką.
- Z dumą wszystkich ci przedstawię. Do zobaczenia i jeszcze raz za wszystko dziękuję!

KONIEC