Nadszedł wyczekiwany przez wszystkich dzień. W niewielkim lasku, niedaleko wielkiego miasta na dziś zaplanowana została zimowa olimpiada. Tu, pod brzózką, odbyć się miały zimowe mini igrzyska.
Przygotowania miały miejsce oczywiście już dużo wcześniej, a Hubuś był ich głównym inicjatorem. To on wpadł na pomysł, że kiedy tylko mróz zetnie wodę pod jego domkiem, wszyscy będą mogli się na niej ślizgać. A kiedy mróz faktycznie skuł kałużę przyjechali panowie Skórki Zielony i Żółty, i jako lokalni specjaliści od wszystkiego, wymierzyli grubość lodu uznając ją ostatecznie za bezpieczną.
Wszędzie widoczne było duże poruszenie. Od rana trwały ostatnie przygotowania. Sportowcy odbierali swoje numery startowe, ich ekipy sprawdzały sprzęt sportowy. Coraz częściej słychać też było pogwizdywania gwizdka sędziowskiego.
Pan Pogwizd, on również doczekał się tego wielkiego dnia, kiedy mógł naciągnąć getry do kolan, a na głowę wcisnąć prążkowaną biało czarną czapkę w komplecie z szalikiem, który podekscytowany zbyt mocno okręcił wokół szyi. Jego dzisiejszym i niewątpliwym atrybutem sędziego był pobłyskujący na grubym łańcuszku gwizdek, kołyszący się z lewej do prawej tuż nad okrągłym brzuchem, z którego sędzia był dumny niepomiernie. Dumny z gwizdka oczywiście, a nie nadmiaru kilogramów.
Teraz, gdy z satysfakcją sędziowską Pan Pogwizd wrzucał gwizdek w usta i nadymał się byśmy mogli usłyszeć efekt wydmuchiwanego z płuc powietrza nie było pewności, czy jego oczy stawały się różowe za sprawą wysiłku jaki w to wkładał, czy może słuszniej byłoby gdyby wreszcie poluzował szalik.
Do łyżwiarskich zawodów wyznaczono równe pasy oddzielając je od siebie plecioną kolorową liną.
Tę kolorową nitkę w kłębkach dostarczyła Drybka, co kroki drobiła.
Sroka mówiła, że Drybka zebrała materiał do nitki na łące, a jesienią dżdżystymi wieczorami siedziała u siebie w salonie i nucąc tkała mulinę. Nie wiadomo, czy po sąsiedzku nie był w to zamieszany pan Pająk, który zwłaszcza wieczorami uwielbiał Drybki melodyczne nucenie.
W tych zawodach łyżwiarskich od początku wiadomo było, że weźmie w nich udział trzech zawodników. Kiedy wystartowali, wszystkie miejsca na mecie przewidziane zostały jedynie dla wygranych. Zwycięzca złoty otrzymywał nazwę złotego, srebrny zwycięzca miał prawo używać nazwy srebrnego, a brązowy pozostawał brązowym zwycięzcą. Wszyscy uczestnicy biegu łyżwiarskiego już na starcie zadowoleni byli z zagwarantowanych na mecie nagród. Biegli na łyżwach po wynik.
Do hokeju na lodzie zgłosiły się dwie drużyny. Zagrali przeciwko sobie czerwoni z granatowymi. Podium dla kapitana zwycięskiej drużyny ustawiono na wysokości podium drużyny przeciwnej. Po meczu kapitanowie podali sobie ręce, a drużyny wzniosły gromki okrzyk: hip-hip chmura! i wraz z fanfarami spadła na nich chmura z czerwono granatowego konfetti.
