To, co wam dzisiaj opowiem, wydarzyło się latem, dokładniej w wakacje. Na wakacje przyjechała do mnie kuzynka Kaśka. Ona jest bardzo ciekawa świata i nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Kasia jest ode mnie o rok starsza i wyrośnięta jak na szóstą klasę.
Pewnego letniego popołudnia, gdy oglądałyśmy film, Kaśka wpadła na swój kolejny ,,genialny’’ pomysł.
- Słuchaj Lena, a może wybrałybyśmy się nad któreś z jezior, tak na parę godzin? Twoi rodzice na pewno nie zauważą, że zniknęłyśmy. - powiedziała z entuzjazmem.
- Kaśka, upadłaś na głowę! Babcia Stasia postawiłaby na nogi całą wieś i zadzwoniła po policję! Odpowiedziałam jej. Po 60 latach mieszkania na Mazurach moja babcia jest bardzo przewrażliwiona i na pewno pomyślałaby, że się utopiłyśmy.
- Boże, Lena! Ty nic w życiu nie robisz, tylko się uczysz. A może wolisz, żebym powiedziała Witkowi czyje zdjęcie trzymasz pod poduszką? - odparła z sarkazmem. Jak ja jej nie znoszę!
- Dobra, niech Ci będzie, ale tylko 2 godziny! - powiedziałam. Około godziny 8:00 wyszłyśmy z domu. Babcia już spała, a rodzice wracali z pracy o 10.00. Doszłyśmy do jeziora w jakieś 30 minut. Było tam pięknie! Kilka kaczek pływało po powierzchni wody wydając z siebie dzikie odgłosy. Kaśka zdążyła porwać z kuchni czekoladę i sok. Zajęte rozmową nie zauważyłyśmy, że jest już 9.30! Zerwałam się jak oparzona.
- Kasia! Rodzice zaraz wracają! Szybko do domu! – powiedziałam w panice. Było już ciemno.
- Spoko Lena! Przestawiłam Ci zegarek! Rodzice są już dawno w domu i nawet nie zauważyli, że nas nie ma, bo pewnie teraz latałyby nad nami helikoptery! - popadła w histeryczny śmiech ze swojego żartu.
- Nawet mnie nie denerwuj! Natychmiast do domu! – byłam bliska łez.
- Okej - zrezygnowane poszłyśmy w stronę domu. Dotarcie tam, zajęło nam z godzinę, bo ledwie w ciemnościach widziałyśmy siebie. Faktycznie. Kiedy dotarłyśmy do domu, nigdzie nie świeciło się światło. Po cichu podeszłyśmy do drzwi. Nacisnęłam na klamkę, ale nie ustąpiła.
- Zamknięte – powiedziałam szeptem i już miałam z rozpaczy nacisnąć dzwonek, lecz Kaśka złapała mnie za rękę i syknęła:
- Zostaw. Chcesz, żeby nam się dostało? – próbowała być twarda, ale widać było, że się trochę bała. Uznałyśmy, że prześpimy się w kurniku. Cicho otworzyłyśmy skrzypiące drzwi i weszłyśmy do środka. Usadowiłyśmy się w rogu obok grzędy. Nagle Kasia zaczęła piszczeć.
- Co się stało? – zapytałam.
- Ta-am n-na grz-rzę-dzzie, c-coś je-e-st – wychrypiała. To raczej nie była kura, to lis! Co jeśli ten lis jest wściekły? A jeśli nas ugryzie? W mojej głowie kłębiło się tysiąc myśli. Kaśka nie zastanawiała się i wybiegła z krzykiem, a ja za nią. W domu zapaliło się światło. Super! Obudziłyśmy rodziców. Mama i tata wybiegli na ganek. Mama zabrała nas do domu i dała ciepłe kakao, a tata poszedł schwytać lisa. Okazało się, że był to młody lis, który po prostu szukał jedzenia. Rodzice bardzo na nas krzyczeli.
Teraz ja i Kaśka słuchamy rodziców i nie jesteśmy obojętne na zakazy. Moja babcia, czego nikt kompletnie się nie spodziewał, śmiała się z naszego wybryku. A my znamy już nasze podwórko nocą...
