graj dalej

logo

Wasze prace

Ostatnia smocza nadzieja - ODCINEK 1

obrazek

Ostatnio pamiętam tylko ciemność, strach i ból w sercu. Ujrzałam światło i postać czekającą na mnie. Pobiegłam tam i zobaczyłam kosmos. Widok nie do opisania, tyle gwiazd i planet, a przede mną jedna z nich się kręciła. Przyglądając się im zrozumiałam, że nic nie jest dla mnie znajome i pomyślałam ,,Jeśli nie kojarzy mi się nic, to skąd pochodzę?”. Świecąca postać stojąc obok, obserwowała mnie z podziwem. Obróciłam się do niej i próbowała się domyśleć, kim ona jest, lecz na nic. Podniosła lewą rękę, a ja podniosłam swoją prawą. Gdy to zrobiłam, ona dotknęła mej dłoni i pojawiło się światło oraz poczułam energię, która przeze mnie płynęła, a na mojej dłoni pojawił się jakiś symbol. Wyglądał na smoka z dziwnymi kolcami na ciele. Zauważyłam, że świecąca postać ode mnie się oddala. Próbowałam za nią iść, lecz na próżno. Tylko powiedziała mi:
- Nie bój się. Nie będziesz sama, ale pomóż im przypomnieć, że jest nadzieja.
Nie do końca zrozumiałam, co mi powiedziała, a raczej powstały w mojej głowie pytania. Nim się obejrzałam to byłam niedaleko tej planety, a następnie zapadła ciemność…
Obudziłam się w starej, opuszczonej świątyni z książkami, które były też porzucane na ziemię. Pomieszczenie miało kształt kopuły, na środku której świeciło światło. Zdezorientowana podniosłam się chyba z kamiennego stołu i przede mną stał duży smoczy pomnik, podobny do znaku na mojej ręce. Miał długie łuski na całym ciele i dwie pary przednich nóg. Za mną stało pięć różnych smoków, cztery z nich były charakterystyczne do każdego żywiołu, a ostatni normalny. Między pomnikami był korytarz,                                którym poszłam. Przejście było szerokie i wysokie, że mogło się zmieścić pięć osób w szeregu. Na ścianach znajdowały się płaskorzeźby z mitycznymi i prehistorycznymi stworami, smokami i z dziwną postacią ,,Są tu ciągle te same smoki. Czy one są czczone, czy co?”- pomyślałam. Gdy wyszłam z tunelu ujrzałam półkopułę z kolumnami i dwa kolejne tunele do pomieszczeń, w prawym była kuźnia, a                             w środkowym nie widziałam nic. W drugiej część kopuły, stał  las iglasty i liściasty. Poszłam do środkowego korytarza, oglądając płaskorzeźby. Na końcu był gabinet i pokój ,,Na to wygląda, że ktoś tu mieszka”- pomyślałam. Stała tam półka z książkami i ze zwojami, obok niego było biurko z wiszącymi mapami i z notatkami. Naprzeciwko biurka stało łóżko, a za nim szafa z dużym lustrem. Na wprost wyjścia stała świecąca kula w koloru blado-żółtym, a obok kominek. Podeszłam do lustra i ujrzałam wysoką, chudą i rozbudowaną jak chłopak dziewczynę w czarnych spodniach i bluzie. Włosy miała ciemny blond lub jasnobrązowe, ale nie wiedziałam do końca. Buzię okrągłą z lekkim rumieńcem oraz zielone oczy z niewielkim nosem. Wyszłam z pracowni i szłam z przekonaniem w kierunku lasu. Obejrzałam się za siebie i ta półkopuła była wcięciem w jaskini, a sklepienie miało drobne, różnokolorowe kamyczki od  których brało się światło słoneczne ,,Ciekawe, co to jest?”- pomyślałam, idąc w głąb lasu.

Chodząc po lesie ujrzałam leśne zwierzęta i przed sobą wielką skałę ze śladami po mieczach lub pazurach. ,,Pewnie właściciel tu trenował, ale nie mógł mieczem, bo stępiłby go lub połamał”- rozmyślałam nad skałą ze śladami. Idąc dalej usłyszałam szum wody, pobiegłam w kierunku tego dźwięku. Dotarłam do dużego wodospadu obrośniętego drzewami i krzewami, a wokół jeziora były różnej wielkości kamienie. Na sam widok wody pobiegłam się napić, bo od paru minut zaschło mi gardło. Zauważyłam, że w jeziorze są ryby, a niedaleko mnie, poiły się żubry. Parę minut odpoczywałam, gdyż nagle odczułam wstrząsy, a szczególnie na tafli wody. Z każdą chwilą wstrząsy były silniejsze, schowałam się za dużym kamieniem, na wszelki wypadek. W ostatniej chwili zdążyłam, gdyż nagle z lasu wybiegł ogromny… prehistoryczny… Spinozaur!  Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam ,,Jak on tu mógł przeżyć !?”- powiedziałam w myślach. Gad napił się wody, rozglądając jednocześnie na całą okolicę. Ja przez ten czas próbowałam się wymknąć do półkopuły. Niestety… próbując przejść do drugiego kamienia, jakaś wodno-lądowa jaszczurka wpadła mi pod nogi i się wywaliłam. A oczywiście  Spinozaur usłyszał hałas i szedł w moim kierunku, a po chwili mnie zauważył i zaczął do mnie biec             z rykiem. W pędzie, bardzo przerażona, wiałam przed przerośniętą jaszczurką,  która chciała prawdopodobnie mnie zjeść ,,Fajnie! Gad mnie goni, nie wiem jaką mam kondycję oraz najlepsze… nie mogę znaleźć półkopuły! Jak przeżyję i znajdę tego właściciela… to tak go zleję, że mnie popamięta! ”- pomyślałam w biegu. Uciekałam w różne strony przed przeszkodami, pod korzeniami drzew i ich gałęziach, ale mnie ciągle gonił. Po drodze namierzyłam ogromne drzewo z bardzo luźnymi korzeniami, że nawet Spinozaur by się nie zmieścił. Wskoczyłam tam i się schowałam. Gad się zatrzymał, rozglądał, wąchał i poszedł. Kiedy uciekł, wyszłam z kryjówki i zaczęłam szukać półkopuły. Błądziłam przez mniej więcej 30 minut, zmęczona i znużona. Usiadłam na obrośniętej mchem kłodzie               i rozmyślałam o tym, co zaszło. Przez ucieczkę dowiedziałam się, że jestem w pewnym sensie wysportowana, dość zwinna i w miarę szybka, a kondycja  była niezła. Oglądając las zobaczyłam dużo lilii w różnych kolorach. Flora była bardzo obfita i w dużych rozmiarach. Jedynie co mnie w nich pocieszało to to, że gałęzie są dość duże, grube i wytrzymałe. W głębi lasu ujrzałam stado hipogryfów z młodymi w odcieniach szarości, brązu i zieleni:

- Ale jest tu pięknie!- powiedziałam z zachwytem.
Nie zwróciłam uwagi na nic innego poza hipogryfami. Nagle zza moich pleców wydobył się przerażający ryk gada. Podskoczyłam i wstałam na równe nogi ze strachu, jakby obudzili mnie lodowatą wodą i porządnie wystraszyli. Za mną stał ogromny… wymarły… Tyranozaur, tylko on miał rogi i zbroję kości na grzbiecie i na ogonie!:
- O rany!-  powiedziałam z takim niedowierzaniem.
Pędem pobiegłam, jak wicher przed siebie, a przerośnięta jaszczurka za mną! ,,Czy w tym miejscu żyją same drapieżniki, a niektóre chcą mnie zjeść na obiad z deserem!”- pomyślałam ze złością. Gdy biegłam, wpadłam jeszcze na najedzonego Spinozaura, który mnie też gonił! Co najlepsze, te dwa wielki gady, nie biły się o mnie, a jak znając życie drapieżników nie mogłam w to uwierzyć. Aż tu nagle bum! Koniec pieczary ,,No to po mnie…”- pomyślałam. Gdy dinozaury mnie zauważyły przy skalnej ścianie, to skierowały się do mnie. Podparłam się o skały szukając jakiekolwiek ucieczki i modląc się o życie. Pyski dinozaurów zbliżyły się do mnie, a ja zamknęłam oczy. Czułam ich oddech blisko mnie, obwąchały mnie i zaczęły mnie dotykać głównie w prawą rękę, jakby ode mnie coś chciały. Otworzyłam jedno oko i miałam wrażenie, że do mnie się uśmiechają, a oczy były ich zachwycone. Wyciągnęłam niechętnie ręce w stronę Spinozaura i w Tyranozaura Rexa. Stali w bez ruchu, a ja bardzo powoli do nich podchodziłam, myśląc o najgorszym. Z każdą chwilą serce mi bardziej szalało. W końcu dotknęłam ich, a oni we mnie się wtulali i zaryczeli ze szczęścia ,,Oni po prostu chcieli ze mną się przywitać? Nie… to na pewno jest sen.”- pomyślałam i uszczypnęłam się ,,Szlag! Pewnie zwariowałam! O rany i co jeszcze!”. Nagle z krzaków wyskoczył stwór i mnie powalił, liżąc. ,,Dobra… nie zwariowałam”. Na szczęście jeden z gadów  zabrał go ode mnie i odstawił na ziemię. To nie był pies, ani wilk tylko coś z trzema parami rogów i z kolcami na grzbiecie i ogonie, w kolorze brązowo-kremowym. Gdy wytarłam ślinę z mojej twarzy, to dinozaury poszły w swoją stronę, a pół wilk stał przede mną i cieszył się na mój widok. Pogłaskałam go i zaczęłam się z nim bawić, a on był taki zadowolony, że jakimś cudem znalazłam się na jego grzbiecie. Jego kolce mnie nie kłuły i złapałam się za jego szyję, gdy on gdzieś biegł. Podczas biegu zauważyłam, że jest bardzo szybki, zwinny i silny. Potrafi nawet skakać po gałęziach. Stwór zaprowadził mnie do półkuli i zorientowałam się, że korytarze są dobre, aby się w nich mieścił i w pokojach było dla niego dużo miejsca, w sumie był mojego wzrostu. Poszliśmy do pracowni, zeszłam z niego, a on mi pokazywał jakąś książkę. Wzięłam ją z półki, przeglądałam książkę i znalazłam obraz stwora, który stał przede mną. Nazywał się ,,Rogoraz”, uważali ich za jednych z najsłabszych, którzy uciekali w popłochu przed niebezpieczeństwem i polowali na mniejsze od siebie zwierzęta. Nie używali go jako środek transportu, gdyż nie mógł unieść średniego ciężaru, czyli człowieka. Ja jakoś miałam o nim inne zdanie.

rysunek

* Na górze wymarły pteranodon atakujący Rogoraza, który nie widzi zagrożenia.
- Rogoraz, tak? A masz imię? – spytałam stwora. On pokręcił głową, że nie.
- A chcesz? - spytałam ponownie. Rogoraz kiwnął z podekscytowania.
- Hmm… jak cię nazwać? Może… Skalier? – powiedziałam z zastanowieniem.
Gdy to usłyszał, to tak był szczęśliwy, że niechcący uderzył się o ścianę, która się otworzyła, a za nią leżał list. Otworzyłam go i zaczęłam czytać:
Drogi Czytelniku!
    Gdy to czytasz to oznacza, że ja zawiodłem. Zostałeś wybrany na ,,Władcę Strażników”, lecz Twoje umiejętności się jeszcze nie ujawniły, gdyż musisz nabrać doświadczenia w życiu. Im więcej wiesz, tym lepiej dla Ciebie. Znak na ręce musisz ukryć, gdyż gdy tylko Cień Cię zobaczy to zginiesz jak inni. Broń musisz sam sobie załatwić i załatwić strój, w którym Cię nie namierzą i nie rozpoznają Twoją twarz.
    W gabinecie są wszystkie mapy, zapisy o położeniu złoża larw i potrzebne informacje, abyś był przygotowany na najgorsze. Za wodospadem jest wyjście. Spokojnie… nie namierzą Cię, ale musisz uważać, aby nie zauważyli jak wchodzisz. Aby wyjść musisz powiedzieć w myślach prawdę o  tym miejscu. Jaskinię chronią starożytne kryształy, które blokują położenie tego miejsca. A i nie martw się Spinozaurem i T-rexem, oni pilnują tych terenów, na wypadek nieproszonego gościa. Jeszcze jest Rogoraz, który powita Cię z wielkim hukiem. Jaskinia ma dużo ziemi, które zamieszkują rzadkie, zagrożone wyginięciem zwierzęta. Dbaj o ich bezpieczeństwo. Nie ufaj nikomu! Ludzie robią wszystko, aby przetrwać w tych czasach.
    Przekazałem Ci to, co musiałeś wiedzieć. Nie daj się! Od Ciebie zależy to, aby Elladora mogła znów zaznać spokoju.
                                                                           Nie Zawiedź Mnie
                                                                                                                        Archimedes
Po przeczytaniu listu pojawiło mi się jeszcze więcej pytań ,,Co to jest Elladora? Kto to jest Cień? Kim jest ,Władca Strażników?” te pytania mi się mnożyły z każdą chwilą. Straciłam równowagę, usiadłam na krześle przy biurku i podparłam ręce o głowę. Skalier wpatrywał się we mnie, jakby na swojego przyjaciela i położył swoją głowę na moje kolana. Pogłaskałam go i powiedziałam:
- Boję się przyjacielu… nie znam tej całej Elladory. Nie wiem czy podołam temu wyzwaniu. Muszę mieć czas , aby poznać ten… świat. Nie znam nawet swojego imienia. Nic nie pamiętam! Nie wiem nawet co to była ta… świecąca postać, która mi to zrobiła - pokazałam znak na ręce – I dlaczego ja?! Boże, co ja mam zrobić? – Rogoraz słuchał mnie uważnie tak, jakby mnie rozumiał. Popatrzył na mnie i ciągnął mnie za rękę.


- Co jest? Coś się stało? – spytałam i poszłam za nim.
Skalier poszedł do biblioteki ze smoczymi posągami, rozglądał się za książkami i kazał mi wyciągnąć książkę z brązową okładką. Tytuł brzmiał ,,Pierwszy Władca Strażników”, przeglądając strony i czytając je, zobaczyłam tam wszystkie odpowiedzi. Elladora to dziesiąta planeta z dwudziestu w układzie słonecznym i jedyna, na której żyją rozumne i niezwykłe istoty. Tysiąc lat temu żyły Cienie w podziemiach, lecz pragnęły więcej. Wyszły na powierzchnię i zrobiły tam piekło. One żywiły się strachem i ludzkim ciałem, przejmując je można było łatwo ich rozpoznać, gdyż nie miały oczu, tylko białka. Gdy stały się słabe, wychodziły z tego ciała i przejmowały następne, a porzucone stawało się popiołem. Czarne Koszmary nie miały swojego ciała, były czymś czego nie da się określić. Byli czarni i przerażający. Że ludzkie serce to wytrzymuje. Czterech Władców nie mogło im dorównać, nie mogli znaleźć ich słabego punktu. Pewien wieśniak szukając w górach roślin do leczenia znalazł tajne wejście do jaskini z dziwnymi kryształami u stropu. Gdy wrócił do wioski, dowiedział się, że Cienie patrolowały okolice, szukając nosiciela. Przelatywały przez góry, a wieśniak był bardzo zdrowy. Domyślił się, że te kryształy ukryły jego położenie, więc postanowił ukryć uratowanych mieszkańców i zamieszkać tam. I tak się stało, ukrył tyle ile dało się z różnych zakątków świata i stworzył armię. Stworzył gildię magów, aby wyczuwać zagrożenie i szukać słabych punktów wroga. Czas mijał, a robiło się coraz gorzej. Pewien mag, zwany Zeusem, postanowił stworzyć wyższą formę smoków, niż z czterech żywiołów. Wszyscy byli przeciwni temu pomysłowi, gdyż on też mógł zostać opętany. Lecz on i tak zaczął pracę, nie posłuchawszy ich. Po ciężkiej pracy udało mu się osiągnąć cel. Stworzył czarnego smoka, zwanego Śmierciołuska, pokrytego długimi i ostrymi jak brzytwa łuskami, z dwoma parami nóg przednich i charakterystycznymi zielonymi, smoczymi oczyma. Potrafił władać wszystkimi czterema żywiołami, a oczy świeciły mu się przy użyciu mocy. Stać nim się można, jeśli na to zasługuje i jest gotowy na tą wielką odpowiedzialność, gdyż ma za zadanie utrzymać w Elladorze pokój i bezpieczeństwo. W tajemnicy mag stworzył drugą możliwość, jeśli pierwszy smok zawiedzie, to za pomocą magicznej energii w Elladorze można wybrać drugiego Śmierciołuska, inaczej też Władcę Strażników. Wybraniec się nie ujawnił, wątpili w jego wynalazek i rozpoczęli wojnę w Madarze ( stolica wszystkich czterech krain w Elladorze). Gdy ognisty żołnierz miał zostać przejęty, to we wroga uderzyła potężna energia i rozpłynął się w powietrzu. Stał Śmierciołusek gotowy na walkę. Walczył z przywódcą Cieni, pokonał go i wygnał na inną planetę, daleko od nich.
Skończyłam czytać książkę, byłam zszokowana tym wszystkim. Przyjaciel już spał przy moich nogach i zorientowałam się, że jest już późno i też poszłam spać. Skalier przyszedł do mnie i spał przy łóżku. Następnego dnia po zjedzeniu śniadania postanowiłam, że będę trenować umiejętności, które będą niezbędne w tym świecie. I tak się stało, trenowałam codziennie. Czytałam książki z biblioteki, notatki Archimedesa i zapoznawałam się z mapą za pomocą kuli. Nawet przyjaciel ze mną trenował i uczył się.  Pomagały nam Dinozaury, były bardzo dobre.  Przeszukałam szafę byłego właściciela, wisiał w niej strój z rękawicami, coś w rodzaju Assasyni, lecz mniej skomplikowany. Skalier dał mi imię Werani, gdyż oznaczało ono tajemniczą postać, a przezwisko Czarny Jeźdźca.