graj dalej

logo

Wasze prace

Ostatnia smocza nadzieja - ODCINEK 3

obrazek

*Lodowy i wodny smok po lewej stronie, a po prawej jego wodna postać. Są bardzo mądrymi i silnymi magami. Wiele wynalazków od nich pochodzi i posługują się głównie magicznymi laskami do walki. Zwą się Skrilley.
Będąc w krainie gór i lasów chodziliśmy od wioski do wioski, poszukując informacji o działaniach Czarnych Koszmarów. Dowiedziałam się, że ich król nazywa się Dagas, ale nic po za tym. W trakcie biegania po lesie, zobaczyliśmy jak opętany Cień ognia atakował rannego mężczyznę. Na sam widok ruszyliśmy z pomocą. Załatwił go Dared, wbijając mu miecz w serce, a ja położyłam rannego na Rogoraza. Powiedział, że jego dom pali się i jest tam uwięziona jego rodzinna i stracił przytomność. Pobiegliśmy tam, lecz było za późno. Dom stał w popiołach i jeszcze iskry się paliły. Schroniliśmy się pod ogromnym dębem i opatrzyliśmy chłopaka. Kiedy się obudził, powiedzieliśmy o tej smutnej wiadomości. Mężczyzna nie mógł uwierzyć w te słowa i się rozpłakał. Nie dziwiłam mu się, po tej stracie, i uspokajałam go. Chłopak po rozpaczy przedstawił się jako strażnik leśny, nazywali go Zerexem. Był dość wysokim, szczupłym mężczyzną z brązowymi włosami i lekkim zarostem na twarzy, z brązowymi oczami. Nosił strój leśniczego w kolorze zielono-brązowym. Zapytał się nas, co ma robić w tej sytuacji, nie ma się gdzie podziać i tylko potrafi machnąć zaklęciem z żywiołu ziemi i strzelać dobrze z łuku. Zaproponowaliśmy mu przyłączenie się do grupy, ale on mówił, że będzie nam przeszkadzał. W końcu po długim przekonywaniu zgodził się. Z transportem nie było problemu, gdyż Zerex potrafił się zmieniać w różne zwierzęta, więc po jego wyzdrowieniu ruszyliśmy dalej do krainy powietrza.  Dotarliśmy do końca granicy ziemi z morzem. Smoki powietrza mieszkały na chmurach albo na lewitujących, ogromnych skałach z ziemi, rosły na nich rośliny i mieszkały na nich latające stwory. Wejść można było przez grube, długie liany uczepione z ziemią do lewitujących skał, więc Skalier musiał wracać do naszej kryjówki.

rysunek

*Smok ziemi oraz fauny i flory, zamieszkujący góry i lasy. Są znakiem dobroci i przyjaźni z ludźmi i z otaczającą ich naturą. Świetnie dogadują się ze smokami powietrza (dowodem są lewitujące skały) i lepiej ich nie denerwować, bo mogą nawet zmienić całe położenie danej góry, miasta itd. Są w stanie nawet rozwalić skałę, używając tylko szponów. Nazywani są Aloeum.
Strażnik leśny znał tą drogę i zaprowadził nas do jednej z powietrznych wiosek. W jednej z nich podbiegł do nas młody chłopak z strachem w oczach prosząc, abyśmy mu pomogli uwolnić niewinnych ludzi i Wahille skazanych na nosicieli Czarnych Koszmarów. Pędem pobiegliśmy za nim. Sytuacja była beznadziejna, bardzo dużo ludzi było uwięzionych w klatkach i związanych. Blokowali nas opętani ludzie, pilnujący, aby nikt się o tym nie dowiedział i nie przedostał się. Kazaliśmy młodemu chłopakowi ukryć się, ale protestował. Więc zaplanowaliśmy tak, że Dared odwróci uwagę, Zerex  odetnie drogę za pomocą korzeni drzew, a ja z młodym uwolnimy i wyprowadzimy mieszkańców w bezpieczne miejsce. Wszystko poszło zgodnie z planem, gdyby Cień nie zabrał chłopaka i nie próbował go opętać. Udało mi się z trudem pokonać przeciwnika z pomocą młodego i uciec w bezpieczne miejsce. Czekając w bezpiecznym schronieniu, naradzaliśmy się, co zrobić z chłopakiem, który był sierotą. Rozmawialiśmy z nim o tym, co by chciał robić. Odpowiedział nam, że chce z nami podróżować po świecie i pomagać słabszym. Zdziwiło nas, że wiedział, że my podróżujemy i pomagamy innym. Dodał, że dowiedział się o nas, gdy Czarne Koszmary informowały o pewnej grupie z Czarnym Jeźdźcem. Zaśmiałam się i powiedziałam, że tak się nazywam. Młodego zdziwiło to i mówił, że potrafi walczyć sztyletem, skradać się, otwierać zamki i posługiwać się umiejętnościami powietrznymi. I po zastanowieniu przyjęliśmy chłopaka, który się nazywał Celibat. Wróciwszy na grunt musiałam używać swoich metalowych, giętkich skrzydeł z ogonem do równowagi. Wszyscy byli zdziwieni moim wynalazkiem, bo nikomu się nie udało tego zrobić. Z tego byłam bardzo dumna, gdyż dowiedziałam się, że lubię latać. Kierowaliśmy się w stronę Lodowej Wyspy, która miała wokoło ocean. Ja zabrałam młodego na swoje plecy, a Zerex zmienił się w gryfa i zabrał ognistego wojownika. Po drodze z tafli wody atakowały latające opętane krokodyle! Było ich dość dużo. Uciekaliśmy najszybciej jak się dało, ale one nas doganiały. Wszyscy próbowali ich zatrzymać używając magii, tylko ja nie. Jeden z gadów był już tak blisko Strażnika Leśnego, że ogon o mały włos zostałby skrócony. Byłam zła na te wredne istoty, że powiedziałam do Celibata:

*Półgryfowy smok powietrza, który najszybciej potrafi latać i specjalizuje się w tej dziedzinie w całej Elladorze. Łatwo zawiązują znajomość z Aloeumami  i bardzo lubią ścigać nawet na ziemi. Włada powietrzem i piorunami, mogą nawet młode osoby osiągnąć tą formę smoka. Zwą się Wahille.
- Uderz w szkielet piorunem.
- Zwariowałeś! Zabiję cię!
- Rób to ci każę! - krzyknęłam na niego.
Chłopak zrobił to i strzelił we mnie błyskawicą. Odczułam ogromny ból na ciele, jakby mnie kuło od środka, ale mnie nie zabiło. Wyczułam też ogromną energię we mnie i złość. Odwróciłam się do przeciwnika, zrobiłam przewrót i w trakcie przewrotu wyrzuciłam w nich z ogona ogromną kulę z błyskawicami. Oberwali bardzo mocno i to kilku na raz i spadli do oceanu. Wszyscy byli zszokowani, a najbardziej ja, bo nie wiedziałam co ja zrobiłam. Młody powiedział, że uderzył najsłabiej jak potrafił i tej kuli błyskawic nie zrobił. Byłam taka zadowolona, że moje umiejętności się objawiają. Dotarliśmy do Lodowej Fortecy Skrilli, która była cała chroniona i patrolowana. Celibat poszedł na zwiady, i gdy wrócił mówił, że jeden lodowy wynalazca, który nie jest opętany, jest zmuszony do zbudowania broni rażącej za pomocą potężnego składu chemicznego. Drużynie nie podobała się ta wiadomość i chcieli zniszczyć  nieskończony wynalazek i uwolnić tego biedaka. Na dyskrecję nie można było liczyć, gdyż wszystko było dokładnie chronione i sprawdzane. Zostało nam tylko zaatakować z hukiem, lecz to było wielkie ryzyko. Zaczęliśmy atak od potężnego uderzenia kuli ognia z błyskawicami i lecącego za nim deszczu ostrych kamieni z huraganem.  Przyjaciele odwracali ich uwagę, a ja podleciałam do okna pracowni. Był tam lodowy wynalazca pracujący nad bronią, a przed nim stali straże. Wbiłam im miecz w plecy, przebijając serce. Mężczyzna wystraszył się i upuścił narzędzie pracy:
- Czarny Jeźdźca tu!? Po co tu jesteś! - spytał.
- Żeby cię stąd zabrać i zniszczyć tą broń – pokazałam mieczem.
- Musisz stąd uciekać! Dagas niedługo będzie i jak cię zobaczy to cię zabije!
- To się trochę zdziwi, gdy nas nie będzie. A teraz chodź – wynalazca popatrzył na mnie niepewnie, wziął swoją laskę i wskoczył mi na plecy.
Wyleciałam przez okno i rzuciłam w pracownię kulę z błyskawicami, która po uderzeniu wybuchła z wielkim hukiem, a wieża zaczęła się walić. Chłopcy wygrali walkę i kierowali się do ucieczki. Kiedy dołączyłam do nich spytali czy ja to wysadziłam. Odpowiedziałam, że tak. I Dared dodał:
- To nieźle tam rozkręciłeś imprezę.
- Taaak, bez was nigdy by mi się nie udało, więc dzięki - odpowiedziałam.

Lecąc nad oceanem, pojawiła się przed nami wielka, ciemna chmura, z której wyłonił się Władca Czarnych Koszmarów w postaci smoka! Strasznie był wkurzony chyba na nas, że powiedział:
- Wy paskudne istoty zniszczyliście mi wynalazek o potężnej mocy. Uwolniliście te niewarte dusze dla mojej armii. Straciłem mojego wynalazcę oraz zbiliście moje dzieci! Nigdy wam tego nie wybaczę! Osobiście was zabiję, kiedy nadejdzie na to czas! A teraz macie moje ostrzeżenie! – mówił ciężkim, chropowatym głosem.
Przed nami pojawiła się ogromna fala, kierująca się na nas. Zaczęliśmy uciekać, ale i tak zostaliśmy zalani wodą. Musiałam stracić przytomność, bo dalej nic nie pamiętam. Ale miałam wrażenie, że kiedyś też zostałam tak pokonana. Wszystko tak dobrze szło, a tu nagle niespodziewana porażka. Obudziłam się, był jeszcze dzień. Usiadłam na łóżku i dopiero się zorientowałam, że twarz mam odkrytą, ale na szczęście rękawicę miałam na sobie. Niedaleko mnie był mój strój i cały mój sprzęt. Założyłam na siebie i wyszłam. Zobaczyłam, że jestem w swojej jaskini, tylko byli tu inni ludzie. Poszłam szukać Rogoraza, który stał przy jeziorze z Spinozaurem i z Tyranozaurem Rexem. Na mój widok pobiegł do mnie, powalił na ziemię i zaczął mnie lizać. Byłam taka szczęśliwa, że go znów widzę. Dinozaury też cieszyły się z mojego widoku. Jak Sklier ze mnie zszedł, ujrzałam moich kompanów siedzącymi na skale przy lesie. Podeszłam do nich od tyłu. Rozmawiali o ataku na Madarę, lecz im to nie wychodziło. Gdy się wtrąciłam do rozmowy, to mnie nie zauważyli i kontynuowali. Po jakimś czasie Celibat zauważył, że ja z tyłu stoję. Gdy młody im to powiedział, wszyscy byli w szoku i na mój widok rzucili się na mnie. Jak wszyscy wstaliśmy, to lodowy wynalazca przedstawił mi się, powiedział że nazywa się Klent oraz używał osoby ,,Ona” do mnie. Spojrzałam się na Rogoraza co im takiego powiedział, że wiedzą kim jestem. Skalierowi oczy skierowały się na ziemię na znak przykrości. Ja i tak mu wybaczyłam. Przyjaciele nie byli źli, że jestem kobietą, choć musieli się przyznać, że ich bardzo zmyliłam. Powiedzieli mi, że Rogoraz ściągnął ocalałych ludzi do jaskini i szykował armię. Zszokowało mnie, że mój przyjaciel coś takiego zrobił ,,Pewnie przypomniał sobie tą historię jak wieśniak ukrył się przed tą samą sytuacją”- pomyślałam.

Szykowaliśmy się przez trzy dni na atak na Madarę. Poinformowali, że to oni zniszczyli wszystkie miejsca produkujące larwy, więc tak szybko nie zginiemy. Ten dzień nadszedł,  dzień ostateczny między dobrem, a złem. Miałam na sobie lekką zbroję, wykuty przez Dareda i bardziej doświadczona w magii przez lodowego smoka. Zaczęliśmy atak podobny do tego jak uwalnialiśmy Klenta i zaczęła się prawdziwa wojna. Mroczny Władca Cieni dopiero później zaatakował, aby sprawdzić naszą siłę. Z niesamowitą prędkością zaatakowałam Dagasa przy użyciu kuli ognia. I tak rozpoczęła się nasza walka. Nie odpuszczaliśmy przeciwnikowi, ale ja jakimś cudem nie mogłam mu dorównać i poczułam ból w sercu, przebił moje serce swoim mieczem. Nagle do głowy przychodziły mi różne obrazy, które tak bolały. Były takie znajome i widziałam, że tam jestem. Widziałam moją rodzinę i płonący dom z krzykiem mamy. Następnie obrazy jakieś okropnej substancji i wynalazek moich skrzydeł. Potem walka z jednym wojownikiem i przebicie mojego serca jego sztyletem,  wrzucenie mnie do morza. I moją planetę, która się nazywała Ziemia. Nie mogłam w to uwierzyć. Przypomniałam sobie wszystko i wiedziałam kim jestem. Czułam wielką moc płynącą we mnie i ogromną wolność. W moich oczach powstało jasne światło i mój znak się świecił.
Mroczny Władca Cieni nie mógł uwierzyć w to, co widzi.  Powstałam na nogi, rana w sercu mi się zagoiła i zmieniłam się w Śmierciołuskę! Byłam bardzo podobna do innych, ale z jedną parą nóg przednich  i byłam piękniejsza:
- Już po tobie Dagas! Żegnaj się  z tym światem! – powiedziałam do niego i wystrzeliłam potężną siłą magiczną, w postaci czystego światła.
    Wojnę wygraliśmy, Mroczny Władca zginął wraz z jego Cieniami. Zastał pokój w Elladorze. Wszyscy nie mogli uwierzyć, że Mroczne Czasy się skończyły. Wybraliśmy nowych Władców Żywiołów, którymi byli moi przyjaciele. A ja przysięgłam na swoje życie, że będę ochraniać ten świat, nie zważając na wszystko. Świat stał się bardziej kolorowy i weselszy. A ja wiem, kim jestem. Jestem Werani, Władczyni Strażników, pilnująca porządku w Elladorze i  byłą ziemianką.