Dawno, dawno temu w pewnym małym, ale jakże malowniczym miasteczku Wróżkolandii, u podnóża góry Sparks, mieszkała młoda kobieta o imieniu Rita. Jak prawie wszyscy mieszkańcy tutejszych okolic, zajmowała się wypasaniem owiec. Nie było to jej ulubione zajęcie, nie to chciała robić w życiu, lecz los chciał inaczej. Była samotna, jej rodzice dawno zmarli, a rodzeństwa nie miała. Jej życie wyglądałoby zupełnie normalnie, gdyby nie jedna rzecz. Otóż Rita posiadała nadprzyrodzone, zupełnie niewytłumaczalne moce. W nocy zmieniała się w najprawdziwszą wróżkę. Po przemianie była bardzo mała, miała może niecały metr. Sama również nie umiała tego wytłumaczyć. Będąc wróżką potrafiła latać, co do cech przeciętnego człowieka na pewno nie należy oraz czarować. Ta druga umiejętność bardzo ją ucieszyła. Była kobietą o dobrym sercu, lubiła pomagać innym, tutejsi bardzo ją lubili. W ten sposób wpadła na świetny pomysł pomagania poprzez czary. Okoliczni mieszkańcy byli bardzo mili, żyli bardzo spokojnie, bez pośpiechu, jednak panujący tu władca nie był dla nich zbyt dobry. Narzucał ogromne podatki, kazał ludziom nieodpłatnie pracować w swoim zamku, a byle wykroczenia były surowo karane. Wszyscy się go bali i nie umieli mu się przeciwstawić oprócz niej – Rity. Król wiedział, że posiada ona magiczne moce od strażników, którym nakazał przynosić plotki z miasteczka. Nie mógł jej ukarać, ponieważ nie została przyłapana na gorącym uczynku. Zagroził, że gdy będzie to robić zostanie ukarana. Wróżka nie zważając na to postanowiła jednak pomagać ludziom. Tak też się stało.
Leon, syn sąsiadów Rity był pięcioletnim, bardzo pogodnymi wesołym dzieckiem. Często pomagał wróżce pilnować owiec. Lubiła z nim rozmawiać i przebywać, bo sama bardzo lubiła dzieci. Jednak Leoś nie był zdrowym dzieckiem. Z dnia na dzień wzrok chłopca drastycznie się pogarszał. Jego rodzice nie byli zbyt zamożni i nie mogli pomóc chłopcu. Zresztą nie było to zbytnio możliwe. Lekarze uznali, że tylko cud mógłby uleczyć chłopca. Wróżka postanowiła mu pomóc. Przez kilka dni myślała jakiego zaklęcia użyć, aż w końcu je znalazła. Podczas następnej nocy udała się do domu chłopca i gdy spał wypowiedziała nad nim kilka zaklęć, a potem odleciała. Rankiem obudziło ją pukanie oraz wrzaski rodziców Leona. Byli zaskoczeni. Chłopiec, który praktycznie nic nie widział i każda czynność sprawiała mu wielką trudność zaczął normalnie widzieć. Sąsiedzi byli strasznie szczęśliwi, nie mogli powstrzymać łez wzruszenia, nie wiedzieli jak mogą odwdzięczyć się wróżce. Rita również podzielała ich entuzjazm. Zrozumiała, że to co robi jest naprawdę dobre i jest komuś potrzebna. Wiedziała, że może ją za to spotkać kara, ale postanowiła się tym nie przejmować.
Następnego dnia do Rity przyszli ludzie mieszkający w centrum miasta, którzy słyszeli o cudownym uzdrowieniu Leosia. Przyszli z prośba do wróżki. Bowiem trzy dni temu zaginęła im dziesięcioletnia córka - Eliza. Rodzice dziewczynki odchodzili od zmysłów, nie wiedzieli, co począć. Tracili nadzieję, że ich jedyne dziecko kiedyś się znajdzie. Gdy usłyszeli o Ricie od razu się do niej udali.
- Ona wyszła tak nagle-odparła matka-myśleliśmy, że wyszła pobawić się z psem na podwórku jak to zwykle robi.
- Pewnie ktoś ją porwał - odrzekł ojciec - a tyle razy mówiłem, żeby sama nie wychodziła, ale ona nie słuchała. Rita uspokoiła ich. Bardzo chciała im pomóc, lecz nie wiedziała jak.
- Zrobię co w mojej mocy - odpowiedziała. Całe popołudnie myślała i myślała, co może zrobić. Gdy nadeszła noc pofrunęła, aby poobserwować miasto i pobliski las. Dziewczynki nigdzie nie było. Sama już nie wierzyła, że ja odnajdzie, aż tu nagle lecąc nad lasem zobaczyła skuloną, zmarzniętą dziewczynkę, która płakała. Wróżka podfrunęła do niej i zapytała.
- To ty jesteś Eliza?
- Kim ty jesteś? Wróżką? Tak to ja. Zgubiłam się. Mój piesek, Simson wybiegł z domu, więc za nim poleciałam. Nie mogłam go dogonić, aż w końcu znalazłam się tutaj - szlochała dziewczynka.
- To całkiem daleko od twojego domu, twój musi być bardzo szybki - odparła zaskoczona Rita - nic dziwnego, że twoi rodzice nie mogli cię znaleźć.
Eliza po chwili powiedziała, że jej pies leży za kamieniem i bardzo się zranił, przez co stracił dużo krwi. Dziewczynka była bardzo przestraszona, nie wiedziała jak może mu pomoc. Rzeczywiście pies nie wyglądał najlepiej. Nie było czasu na zastanawianie. Wróżka wypowiedziała kilka zaklęć, a Simson zaraz wstał, jakby nigdy nic. Eliza skakała i piszczała z radości. Była ogromnie wdzięczna wróżce i mocno ją uściskała. Rita pomyślała, że dziewczynka bardziej martwiła się psem niż sobą.
- Twoi rodzice odchodzą od zmysłów, zaraz cię do nich zaprowadzę - odpowiedziała Rita. Zabrała małą pod swoje skrzydła, a Eliza wzięła w swoje ręce Simsona. Tak doleciały do domu rozmawiając i obiecując sobie, że kiedyś muszą się spotkać ponownie, ale niekoniecznie w takich okolicznościach. Polubiły się. Rodzice na ich widok wybiegli z domu, ledwo powstrzymując łzy. Byli strasznie szczęśliwi, że ich córka się odnalazła. Podziękowali wróżce za pomoc, a Rita bardzo zadowolona odleciała. Coraz bardziej rozmyślała o konsekwencjach swoich czynów jednak postanowiła działać dalej.
Wczesnym rankiem Rita wybrała się do miasta, aby zakupić trochę owoców i warzyw. W mieście huczało od wiadomości, że król zachorował i nikt nie może go uleczyć. Wielu mówiło:
- To za to, że był taki okrutny, należy mu się! Wróżka spytała jedną ze sprzedawczyń o szczegóły.
- Ponoć dostał takiej gorączki, że ledwo żyje. - odparła. Rita zasmuciła się. Wiedziała, że zachorował człowiek, który chciał ja ukarać, jednak nie obchodziło jej to. Postanowiła, że będzie pomagać ludziom zarówno dobrym jak i złym. Odniosła zakupy i pobiegła do zamku. Na warcie stało dwóch strażników. Wpuścili ją, gdy usłyszeli, że może ona uzdrowić ich władcę. Rita przedstawiła się. Pomocnik króla postanowił z nią porozmawiać.
- Wiem, że król chciał mnie ukarać, za to, co robiłam. Jednak gdy sam znalazł się w potrzebie na pewno zmieni zdanie. Pomogę mu, ale pod jednym warunkiem, nie będzie już rządził w naszym mieście. Był złym władcą i pan na pewno o tym wie, dlatego proszę się zastanowić - powiedziała wróżka.
- Droga pani, on zrobi wszystko, byleby tylko wyzdrowieć. Proszę do niego iść, zobaczyć w jakim jest stanie. Jest bardzo źle. Nie ma czasu do stracenia - odpowiedział pomocnik. Król rzeczywiście wyglądał strasznie słabo. Miał bardzo wysoką gorączkę, widać było jak z minuty na minutę jego stan się pogarsza.
- Pomogę panu - oświadczyła Rita - pana pomocnik wszystko panu wytłumaczy i myślę, że się pan zgodzi.
- Na wszystko się zgodzę! Wiem jaki byłem okrutny i teraz dopiero to zrozumiałem. Chciałem panią ukarać, a pani przecież nic złego nie robiła, wręcz przeciwnie - odparł król.
- Przyjdę w nocy - powiedziała wróżka. Gdy nastał mrok, wróżka poleciała do zamku. Stanęła przy łóżku chorego i wypowiedziała kilka zaklęć. Poprosiła, aby dać jej jutro odpowiedź, jak czuje się król. Nazajutrz całe miasto wiedziało tym, że król cudownie wyzdrowiał, jednak mieszkańców to nie cieszyło. Król wydał oficjalne ogłoszenie, że abdykuje. Mieszkańcy nie mieli większego problemu z wytypowaniem nowego władcy. Chcieli, aby była to Rita, prosta pasterka o jakże wielkim sercu. Gdy Rita się o tym dowiedziała, zaniemówiła. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Pomyślała, że w ten sposób mogłaby jeszcze bardziej pomóc innym. Zgodziła się. Jakże wielka radość zapanowała w mieście. Wszyscy się cieszyli, śpiewali, tańczyli. Miasto na nowo ożyło.
Rita była świetną władczynią. Pomagała ludziom jak tylko umiała. Ludzie ją uwielbiali. Po starym królu nie było śladu, wyniósł się z Wróżkoladnii. Teraz było to miasto, w którym nie ma problemów bez wyjścia. Rita zrozumiała, że nigdy nie wolno się poddawać. Była z siebie dumna, cieszyła się nie tylko z tego, że wszystko skończyło się dobrze, ale również z tego, że nie musiała już więcej paść owiec.