Pewnego dnia o wchodzie słońca rodzina Petersonów wybrała się na wiosenną wędrówkę po lesie. Mama Kasia i tata Piotrek przygotowali dzieci Marysię i Jasia na wycieczkę. Mama przygotowała prowiant a tata zaplanował trasę. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Tak przygotowani wybrali się w podróż. Wreszcie dotarli na miejsce, zaczęli przechadzać się po pięknym lesie. Wszystko budziło się do życia, w powietrzu unosił się zapach mchu i żywicy. Krople rosy osadzały się na pajęczynach i wyglądały jak korale. Wzbudziło to wielki zachwyt Petersonów. Zdawało się, że nabrzmiałe pąki kwiatów lada chwila wybuchną. Petersonowie podziwiali również ptasie trele, które rozchodziły się po całym lesie. Zauważyli na błękitnym niebie klucz dzikich kaczek, które gęgając powracały z ciepłych krajów. Gdzieniegdzie wyrastały dzikie fiołki różnorodnej barwy. Kiedy już byli zmęczeni, zobaczyli źródełko. Przystanęli przy nim, a Jasiu zaczął krzyczeć:
- Mamo, tato, Marysiu, widziałem sarenkę, biegnie tam, patrzcie.
- Jasiu, a słyszałeś legendę o sarence? -zapytała Marysia.
- Nie. - odpowiedział Jaś. - Opowiedz mi o czym to jest?
- Legenda głosi, - zaczęła Marysia - że kto zobaczy biegnącą w lesie sarenkę, przytrafią mu się same dobre rzeczy.
Tuż po tym, co powiedziała Marysia, Jasiek znalazł na ziemi 2 złote.
- Marysiu – zawołał - ta legenda to nie bujda. Patrz znalazłem na ziemi 2 złote.
- Widzisz? W każdej legendzie kryje się ziarenko prawdy.
Kiedy już odpoczęli, ruszyli w dalszą wędrówkę. Ani się obejrzeli, a znaleźli się przy samochodzie. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że wycieczka się udała. Po powrocie do domu Jaś i Marysia postanowili odwdzięczyć się rodzicom. Zrobili im kawę i kupili ciasto. Mama i tata byli bardzo zaskoczeni zachowaniem dzieci, ponieważ na co dzień to straszne łobuzy. Mama pierwsza odzyskała zimną krew i powiedziała:
- Piotrek, chyba częściej musimy robić takie wycieczki, bo na nasze dzieci to bardzo dobrze wpływa.
Tata oczywiście potwierdził teorię mamy. Dzieci zaczęły się śmiać. Cały dzień był bardzo udany.
